– Były jakieś podstawy?
– To znaczy?
– Trafili na jakiś trop, który kazał im sądzić, że w grę wchodzi handel ludźmi? – spytała Chyłka, unikając spojrzenia Anny. – Czy to dzięki skutecznej dyplomacji, która jeszcze wtedy w przypadku Polski nie była oksymoronem?
Tadeusz zamilkł, co stanowiło najlepszą odpowiedź.
– Więc żadnego tropu – skwitowała Joanna.
Na moment zaległa ciężka cisza. Chyłce przyszło do głowy, że zazwyczaj w przypadku braku tropu z czasem przepada też „o” w samym słowie „trop”. I zastępuje je „u”.
A jednak teraz było inaczej. Przemek Lipczyński pojawił się po latach, cały i zdrowy – przynajmniej jeśli chodziło o zdrowie fizyczne, za psychiczne Chyłka nie byłaby gotowa poręczyć.
Anna kontynuowała jeszcze przez chwilę, ale nie miała już wiele do powiedzenia. Podkreśliła, że między służbami egipskimi a Interpolem nie doszło do żadnych scysji, przeciwnie, wszystkim zależało wyłącznie na tym, żeby jak najszybciej znaleźć Przemka.
– Po powrocie do kraju znów zaczęliśmy odkładać – ciągnęła. – Pożyczaliśmy trochę od znajomych, sprzedaliśmy samochód, a w końcu także mieszkanie. Zamieszkaliśmy z moją siostrą, choć początkowo…
– Przebywali państwo głównie w Egipcie.