– Zegar tyka – wpadła mężczyźnie w słowo. – A kasa z kieszeni umyka.
Zareagowali tak, jak potrafili to robić jedynie długoletni małżonkowie. Nie potrzebowali ani SETI, ani nawet słów – do porozumiewania się w zupełności wystarczał im sam wzrok.
Podnieśli się, a potem powoli ruszyli w kierunku drzwi.
Niedobrze, uznała w duchu Chyłka. Ten prosty sprawdzian miał jej pokazać, jak wiele ci ludzie są w stanie znieść. Czekały ich trudne przejścia z mediami, nieustanne ataki, wyciąganie brudów i oczernianie. A od ich reakcji będzie zależało, w jakim świetle opinia publiczna zobaczy oskarżonego.
– Siadajcie – rzuciła Joanna, nie odwracając się. – Musiałam was tylko nieinwazyjnie wybadać.
– Wybadać?
Obejrzała się przez ramię i szybko wytłumaczyła, w czym rzecz. Wiedziała, że zaraz wrócą na swoje miejsca. Nie przyszli do kancelarii Żelazny & McVay przez przypadek, musieli długo rozważać, komu powierzyć sprawę syna. I z pewnością podjęli decyzję na podstawie tego, co Chyłka osiągnęła w sprawie Bukano, Roma oskarżonego o zabójstwo swojej rodziny.
– Zacznijmy od początku – odezwała się, kiedy usiedli naprzeciw. – O co chodzi?
– Sądziłem, że szef wszystko pani wyłuszczył.
– Nie.