Ekspozycja
Remigiusz Mróz — Kryminały

Nie była to specjalnie znacząca poszlaka. Nawet bez ósemki Forst mógł stwierdzić, że ma do czynienia z człowiekiem, który wie, jak poruszać się po górach. Nikt inny nie zdołałby w środku nocy zawlec ofiary na szczyt o wysokości niemal tysiąca dziewięciuset metrów.

– Krzyż i trup równa się motyw religijny – zawyrokował pod nosem młody.

Wiktor obrócił się do niego, po czym przesunął gumę językiem pod policzek.

– Sierżancie – podjął.

– Tak, panie komisarzu?

– Ile stopni dzieli nas w hierarchii służbowej?

– Siedem.

– Chcesz je kiedyś pokonać?

– Tak jest.

– W takim razie nie zawracaj dupy ludziom, którzy już to zrobili.

– Ale…

Forst pokręcił głową, więc chłopak urwał.

– Gdybyśmy mieli tu motyw religijny, morderca zostawiłby po sobie znacznie więcej niż samo ciało. Tacy ludzie lubują się w symbolach – powiedział Wiktor i wskazał na nienaturalnie wydęty brzuch ofiary. – Tutaj zostawiłby chrześcijański ichtys, pentagram, gwiazdę Dawida czy półksiężyc. Tymczasem ciało jest czyste.

– Nie powiedziałbym, że czyste, ale…

– Pozbawione symboliki – uciął Forst.

– Symboliką jest sam krzyż.