Ekspozycja
Remigiusz Mróz — Kryminały

– Nie – odbąknął komisarz i westchnął. Większość gołowąsów dałaby już dawno spokój i zdała się na doświadczenie wyższego stopniem oficera. Ten jednak okazał się upierdliwy. – Krzyż na Giewoncie był symbolem chrześcijańskim tylko przez pierwsze kilkadziesiąt lat – ciągnął Wiktor. – W PRL-u stracił taki charakter i stał się wizytówką Tatr. Tak samo jak słowacki krzyż na Krywaniu. A bardziej nieprzychylni twierdzą, że to tylko dwa duże, pieprzone ściągacze piorunów.

– Oczywiście, tylko że…

– Skoro to ustaliliśmy – wpadł mu w słowo Forst – leć na Kondracką i powiedz temu, kto tam dowodzi, żeby poszerzył zamkniętą strefę.

– Chyba podinspektor jest już na miejscu.

– Więc tym bardziej się pospiesz.

Chłopak skinął głową i się obrócił.

– Niech odsunie tych ludzi jeszcze trochę w kierunku Czerwonych Wierchów – dodał komisarz. – Żaden zoom nie może tu sięgać.

– Tak jest.

Wiktor krytycznie przyglądał się chłopakowi, gdy ten schodził po łańcuchach. Najwyraźniej nieczęsto bywał na takiej wysokości, czemu zresztą trudno było się dziwić. Jeśli tacy jak on w ogóle pojawiali się w górach, to tylko podczas ferii zimowych, patrolując nartostrady.