Chwilę później dwóch policjantów zeszło z łańcuchów i powoli ruszyło w kierunku Kondrackiej Przełęczy. Wiktor oglądał zdjęcia awersu i rewersu monety, będącej zapewne niezbyt wyszukanym falsyfikatem. Pieniądz stylizowany był na czasy antyczne – na jednej stronie widniały cztery kolumny, na drugiej inskrypcja, której Forst nie potrafił rozszyfrować. Nie wiedział, jakim alfabetem została zapisana, ale na pewno nie łacińskim.
– Skąd wiedziałeś, że morderca zostawił coś w gardle? – zapytał podinspektor, gdy zbliżali się do nieustannie gęstniejącego tłumu.
– Tylko przypuszczałem.
– Ponieważ?
– Kość gnykowa nie powinna być złamana, nie przy powieszeniu nietypowym.
Osica uniósł brwi.
– Gardziel wyglądała, jakby użyto liny statycznej, nie dynamicznej.
– No tak.
– Ktoś męczył tego człowieka, dusząc go, a tę kość złamał już po fakcie. Innymi słowy, zostawił subtelną wskazówkę, gdzie szukać jego autografu. – Wiktor zawiesił głos, wskazując na kobietę w tłumie. – A oto i Szrebska.
Dowódca rozejrzał się, skonsternowany.
– Skąd wiedziałeś, że ta kobieta tutaj będzie? – zapytał.
– Musi pan zadawać tyle pytań?
– Na tym polega moja praca. A twoja na tym, by udzielać mi odpowiedzi.