– Niestety, nie mam pojęcia, co mógłbym…
– Potrzebuję czegokolwiek, rozumiesz? – przerwał mu Edmund. – Minister już wisi nad komendantem, a komendant nade mną. Muszę rzucić tym ogarom choćby ogryzek.
Wiktor również spojrzał na nagie ciało.
– Cóż… wygląda na to, że denat sam tutaj wszedł i się powiesił.
– Obaj wiemy, że to niemożliwe.
– A jednak dowody przemawiają na korzyść tej tezy.
– Czyli samobójstwo? – zapytał z niedowierzaniem Edmund.
– Moim zdaniem nie.
Osica rozłożył ręce, lekko poirytowany.
– Dlaczego nie?
– Bo facet dochował najwyższej staranności we wszystkim, oprócz jednej rzeczy.
– Jakiej?
– Użył liny dynamicznej – odparł Wiktor, mrużąc oczy, gdy impuls bólu przeszył mu głowę. – Gdyby chciał się zabić, wziąłby statyczną.
– Możesz mówić po ludzku?
– Mogę, ale muszę wrócić do czasów Homera, bo to wówczas zaczęto wieszać ludzi.
Dowódca niecierpliwił się coraz bardziej, przez co Forst miał ochotę dalej odwlekać podanie mu informacji, które same rzucały się w oczy.
– Mówże – bąknął podinspektor.