Tylko z jakim konkretnie obszarem mamy do czynienia? W końcu Europa Środkowa od zawsze jest konstruktem dosyć płynnym. Raz zamykającym się na samym centrum, Grupa Wyszehradzka plus Bałtowie, raz określanym jako wszystko, co między Niemcami a Rosją. Czasem wlicza się do niej Bałkany, a czasem traktuje się je jako zupełnie odrębną część Europy. A to wchodzą w jej skład Białoruś i Ukraina, a to – jak w planach Chin – oba te państwa znajdują się poza układem 16 + 1, albo też nagle – jako siedemnasty gracz – pojawia się Grecja.
Skoro trudno o jasną definicję, postanowiłam pójść śladem Milana Kundery, który w latach 80. w eseju Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej napisał, że „nie jest państwem, lecz kulturą, losem”3. Wtedy tym wspólnym losem było między innymi przymusowe wcielenie do bloku sowieckiego. Dzisiaj jest nim funkcjonowanie w dziwnej polityczno-gospodarczo-historycznej hybrydzie wschodniej autokracji i zachodniej demokracji – przedmurza Zachodu lub Wschodu, zależy, z której strony patrzeć.