Dla mnie i moich pacjentów wspólnym mianownikiem jest to, że w pewnym momencie skontaktowaliśmy się z lekarzem, bo „coś” sprawiało nam kłopot. Mimo to nie potrafię postrzegać ADHD jako choroby. Boli mnie myśl o traktowaniu siebie samej oraz swojego syna Aarona jako osób chorych. Możliwe, że z trudem przychodzą nam rzeczy, które dla innych są proste – obejmuje to wszystko od płacenia rachunków w wyznaczonym terminie aż po dbanie o to, aby nie zgubić się w drodze między salonem a korytarzem – ale jednocześnie zauważam, że mamy pewne umiejętności i cechy niedostępne dla przeciętnego człowieka. Na przykład w trakcie studiów medycznych nigdy nie potrzebowałam więcej niż trzech tygodni, żeby przygotować się do egzaminu. Wystarczyło, że aktywowałam hiperskupienie.