Jeśli coś przywożę ostatnio z podróży, to wątpliwości. Kiedyś tak nie było. Wyjeżdżałem na trzy tygodnie do Etiopii, a po powrocie czułem się znawcą Afryki. Moje notatki z tamtych czasów pełne są kategorycznych stwierdzeń i jasnych podziałów. Tu niebezpiecznie, tu pięknie, tam bieda, tam rasizm, a tam nic ciekawego.
Można się z tego wyleczyć, gdy wraca się w te same miejsca kilka razy. Rok raptem minął, okolica niby ta sama, a jednak jakaś inna. Już się coś zmieniło, czas popłynął, zabrał jedno, a w to miejsce przyniósł nowe. Wtedy się okazuje, że te stare notatki starczały tylko na „wtedy”, a nie na „zawsze”. Teraz przywożę w notesie mniej wykrzykników, a więcej znaków zapytania.
Czasem w ogóle nie wiem, kim jestem tam, na końcu świata. Bywa, że reporterem, ustawowo beznamiętnym obserwatorem zdarzeń, w które ingerować nie wolno. Serce pęka, przed obiektywem obrazy takie, że żyć się odechciewa. Ale dziennikarze mówią, że każdy ma swoje zadania, że mam pokazywać niesprawiedliwość świata, a nie go naprawiać. Że od naprawiania są inni.
A może raczej powinienem odkrywać, na wszelkie sposoby próbować dotknąć „autentycznego” świata, czymkolwiek ten autentyzm miałby być? Zejść z utartego szlaku, odrzucić cały ten teatr przyszykowany dla turystów, poszukać głębiej. Dotrzeć tam, gdzie rzadko kto dociera. Cieszyć się wspólnie z poznanymi tam ludźmi, płakać z nimi, pomóc im może w biedzie. Żyć razem z nimi, a nie obok siebie.
Kto wyznacza granicę między tym, co należy, a czego wręcz nie wolno?
Może być też tak, że to wszystko jest bez znaczenia, bo nieważne, co zobaczę tam daleko. Ważne, jak widzą mnie tam ci, których spotykam na drodze. Coraz częściej czuję, że dla nich zawsze będę obcy, inny. Mimo wszelkich wysiłków i tak zobaczę tylko to, co zdecydują mi się pokazać. Wizję ich świata równie nieprawdziwą, jak wysprzątany na pokaz salon, gdy idą goście. Czasem ponętną, piękną, ujmującą, czasem obraz nędzy i rozpaczy, a czasem okrucieństwa. Czy zawsze jest tylko jedna prawda, którą można odkryć?
Wracam do domu, robię notatki, ostrożnie stawiając kropki, niepewnie skreślając znaki zapytania. Znowu wydaje mi się, że może już wiem, że jakoś dotknąłem sedna, rozumiem, mam prawo opowiedzieć. Może tak jest, a może tak mi się tylko wydaje. Kto to oceni?
Ta książka to zapis ośmiu podróży, po których zostały mi znaki zapytania. W każdej odkryłem jakieś drugie dno, zderzyłem się z czymś i rozłożyłem bezradnie ręce. Lubię mój świat w głowie, taki uporządkowany, poukładany w szufladach. Może nie do końca przystaje do tego rzeczywistego, albo i jego tysięcy wersji. Może.
Ale który z tych równoległych światów to ten prawdziwy?
Świat równoległy
Pakistan. Mówi się, że muzułmanie to terroryści. Jednocześnie 80% ofiar wszystkich zamachów terrorystycznych to wyznawcy islamu. Polska. Żołnierze polskich sił specjalnych to światowa elita, ale gdy kończą czterdzieści lat, nasze społeczeństwo wyrzuca ich na śmietnik. USA. Czujemy się bezpiecznie, gdy więzienia są pełne przestępców, bo żyjemy w nieświadomości, że najgroźniejsze...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book
e-book · audio
e-book