-SONIA-
Ze snu wybudza mnie ostre szarpnięcie samochodu i garstka przekleństw wypowiedzianych podniesionym głosem.
– Jak te osły jeżdżą! – Kaja unosi lewą rękę i wymachuje nią gniewnie, jakby chciała w ten sposób ukarać niewidocznych już „osłów".
Zdrętwiałą dłonią przecieram powieki i poprawiam się na siedzeniu. Po przebudzeniu potrzebuję dłuższej chwili, żeby dojść do siebie.
– Wszystko w porządku? – pytam sennie moją rozzłoszczoną towarzyszkę.
– Tak – odpowiada oschle Kaja. – To znaczy nie. Jeżdżą na tym zadupiu jak stado baranów! Nienawidzę wiejskich kierowców. W ogóle nienawidzę wsi. – Głośno wypuszcza powietrze i zaczyna bębnić palcami w kierownicę.
– To dlaczego się tam przenosimy? – pytam z uśmiechem, starając się obrócić jej irytację w żart.
Kaja przez chwilę milczy, a potem odpowiada cicho:
– W sumie to nie wiem.
Obracam się na bok i uważnie się jej przyglądam. Siedzi sztywno niczym manekin. Ramiona ma spięte i podciągnięte prawie do uszu, a jej czoło zdobi gruba bruzda.
Rozsadzają ją emocje. Ale to nie jest nic niezwykłego.
– Będzie dobrze – mówię i uśmiecham się do niej promiennie. – Przecież tam się wychowałaś.
Kaja prycha gniewnie.
– Dzięki za pocieszenie, Soniu – odpowiada moja zirytowana dziewczyna. – Szkoda, że ty nie chcesz wracać tam, gdzie się wychowałaś.
Ups. Czuję, jak spina się całe moje jestestwo. Kaja trafiła w czuły punkt.
Ale nie będę w to brnąć, nie mam ochoty na kłótnie. Prostuję plecy i próbuję się skupić na krajobrazach.
Wrocław minęłyśmy dobrą godzinę temu. Pola, łąki i wsie zdawały się ciągnąć bez końca. To tam musiałam przysnąć.
Teraz teren jest inny, niezaprzeczalnie piękny. Porośnięte starymi sadami pagórki przeplatają się z wyższymi wzniesieniami, zacienionymi przez majestatyczne sosny i wiekowe buki. Senne wioski, pełne poniemieckiej, urokliwej zabudowy, wiją się wzdłuż krętych, zdecydowanie zbyt wąskich dróg.
– Chyba już niedaleko – mruczę pod nosem, bardziej do siebie.
– Jeszcze z pół godziny i będziemy na miejscu – odpowiada Kaja równie cicho.
Ta informacja sprawia, że spoglądam przez ramię i bacznie wpatruję się w tylne siedzenie.
Na wyścielonej kocem samochodowej kanapie śpią dwa kłęby sierści. Jeden jest zdecydowanie większy, brązowo-rudy, długi i gęsty. To Misiek – dziesięcioletni owczarek niemiecki długowłosy. Właściwie Misiek jest bardziej psem Kai, bo gdy się poznałyśmy, miała go od ponad roku, ale teraz to chyba ja zajmuję więcej miejsca w Miśkowym sercu.
Drugi kłąb jest dwa razy mniejszy, biało-beżowy, z uroczą czarną plamą w okolicy grzbietu. To Zara, kundel pospolity. Zara jest w naszej rodzinie od niespełna pięciu miesięcy. Znalazłyśmy ją podczas jednej z weekendowych wypraw. Biedne psisko, porzucone przez właścicieli i przywiązane do drzewa smyczą, skomlało tak straszliwie. Początkowo byłyśmy przekonane, że mała jest ranna. Jednak oprócz niewątpliwego urazu psychicznego Zara czuła się dobrze. Szybko zadomowiła się w naszym szczecińskim mieszkaniu i została zaakceptowana przez Miśka.
Teraz psy leżą wtulone w siebie, a ich ciała podskakują na każdym wyboju.
– Myślisz, że wytrzymają tak długo? – pytam zmartwiona. – Zatrzymywałyśmy się ponad dwie godziny temu.
Kaja przewraca oczami.
– Dadzą radę – zapewnia. – Ale ty z takim podejściem daleko tam nie zajedziesz. Miłość do zwierząt nie jest popularna na wiosce. Przynajmniej nie tam, dokąd jedziemy.
– Poradzę sobie – odpowiadam.
– Do sezonu polowań pewnie tak. Później może być ciężko. – W głosie Kai słyszę prawdziwą troskę. Często traktuje mnie jak jajko, jakbym miała się za chwilę rozbić o twardy grunt.
– Do jesieni jeszcze sporo czasu. Zdążę się przyzwyczaić – zapewniam, chociaż drżę wewnętrznie na myśl o odgłosach polowania.
– Tak, dużo czasu – zgadza się ze mną Kaja. Chyba nie chce już rozmawiać, zresztą ja też nie.
Ale to prawda, dziś jest trzydziesty czerwca. Jeśli nasza przeprowadzka w ogóle ma się udać, do jesieni powinnyśmy być już obeznane z wiejskim stylem życia.
Trzydziesty czerwca. Pełnia lata.
Jest jeszcze przyjemnie jasno, mimo że mała wskazówka zegara dawno przekroczyła ósmą. Promienie zachodzącego słońca skrywają się powoli za leśną gęstwiną, a ja nie mogę powstrzymać ogarniającej mnie nostalgii.
Jeden rozdział mojego życia się kończy. Drugi zaczyna.
Trzydziesty czerwca. Idealny dzień, aby zacząć od nowa.
Przymykam oczy i głośno wypuszczam powietrze. Nierówności drogi i ciche buczenie radia sprawiają, że ponownie odpływam w krainę snów. Kiedy się budzę, Kaja parkuje na żwirowym podjeździe. Jest prawie ciemno. I przerażająco cicho.
Jesteśmy u celu.
Sprawdź, czy ktoś za tobą nie stoi
Kiedy tłumaczka Sonia przeprowadzała się do osady Białe, leżącej w Kotlinie Kłodzkiej, spodziewała się ciszy i spokoju. Stary dom oczarował ją atmosferą, a dziki ogród dawał iluzję harmonii z przyrodą. Jednak już kilka dni później okolica zaczęła odkrywać przed nową mieszkanką swoje sekrety. Karina to młoda policjantka, która po znajomości dostała pracę w kłodzkim wydziale krym...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book
e-book · audio
e-book