Tamta noc
*
Biegła tak, jakby od tego zależało jej życie. Ostre kamienie i szyszki raniły jej stopy, ślizgające się na mokrej ściółce. Wyglądała na przerażoną, nerwowo oglądała się za siebie, usiłując sprawdzić, czy ktoś jej nie ściga. Z rozciętych ust kobiety z każdym niespokojnym oddechem wydobywały się obłoczki gęstej białej pary. Rzęsisty deszcz przenikał jej sukienkę i sklejał włosy w cienkie wilgotne strąki przypominające stado wijących się robaków, drzewa w lesie zdawały się zaś wyciągać po nią swoje powykrzywiane, drapiące skórę ramiona.
W zapadającym zmroku rzeczy traciły kontury, wszystko nabierało złowieszczego kształtu. Każde trzaśnięcie pękającego pod nogami patyka, dźwięk spadającej nieopodal gałązki czy pohukiwanie sowy przyprawiały o gęsią skórkę. W powietrzu unosił się wilgotny zapach mchu nasączonego ulewą, tak przyjemny i orzeźwiający, że ulegając mu, mogłaby stracić czujność, a tego jednego nie wolno jej było zrobić.
W którymś momencie potknęła się o wystający konar i runęła na ziemię. Jej nagie, chude kolano, wystające spod zadartej sukienki, boleśnie uderzyło o pień drzewa. Syknęła, zaciskając zęby z nadzieją, że uczucie prądu przeszywającego nogę zaraz minie, a mroczki, które pojawiły się przed oczami, znikną. Teraz jeszcze wyraźniej słyszała swój ciężki, nierówny oddech – przypominał sapanie psa w gorący dzień. Chwilę później z kanonady dźwięków wyłowiła narastające rzężenie silnika samochodu oraz odgłos zbliżających się w szybkim tempie kroków.
W panice natychmiast dźwignęła obolałe ciało i ruszyła w stronę obwodnicy, utykając na jedną nogę. Musiała dotrzeć do miejsca, gdzie będą inni ludzie, którzy ochronią ją przed tym, czego bała się najbardziej. Białka jej oczu błysnęły w mroku, gdy wbiegła na piaskową ścieżkę. Do mokrych, nagich łydek kobiety przyklejały się liście, źdźbła trawy i brudny czarny piach, a z rozcięcia na kolanie płynęła krew. Jeszcze tylko chwila, powtarzała w myślach, modląc się o to, by starczyło jej sił. Nogi poruszały się jednak coraz wolniej, w ustach czuła wzbierającą suchość, a wychudzone ciało paraliżował strach, tym silniejszy, im bliżej znajdował się nadjeżdżający samochód.
Wreszcie kobieta przebrnęła przez las. Dysząc, gorączkowo szukała najlepszego kierunku ucieczki, ale kiedy długie światła jadącego za nią pojazdu musnęły jej plecy, wybrała najprostszą z dróg, tę przed siebie. Najszybciej, jak potrafiła, gnała wiaduktem wybudowanym nad drogą ekspresową biegnącą poniżej, choć z każdą chwilą coraz mocniej czuła, że nie ma żadnych szans uciec przed ścigającym ją samochodem. W uszach szumiało jej od pędu aut przejeżdżających w dole i od narastającego ciśnienia krwi pompowanej przez przerażone serce, które dudniło tak, jakby miało zaraz pęknąć z wysiłku.
Po drugiej stronie wiaduktu zamajaczyła stacja benzynowa, co dało kobiecie nadzieję, że zaraz będzie bezpieczna. Jednak jej radość nie trwała długo, bo w zaroślach naprzeciwko dostrzegła zbliżające się niebieskie światła błyskowe radiowozu policyjnego. Poczuła się osaczona. To koniec, pomyślała, gdy deszcz bezlitośnie siekł jej pomarszczoną skórę. Drżąca od przenikającej jej ubranie wilgoci i zimna, z sukienką przyklejającą się do ciała, podeszła do barierki. Auto, które dotychczas jechało za nią, zatrzymało się, chwytając kobietę w kleszcze świateł reflektorów. Jego kierowca otworzył drzwi i usiłując przekrzyczeć szum ulewy, wołał coś do uciekającej. Chciała spojrzeć w twarz tej osoby, pokazać, że się nie boi, tak jak to robiła przez ostatnie dwadzieścia pięć lat, ale tym razem byłoby to kłamstwo.
Oparła dłonie na metalowej barierce. Jej palce dotknęły chłodnej i śliskiej powierzchni. Kobieta przełożyła przez nią najpierw jedną, potem drugą nogę, z coraz większym trudem łapiąc każdy kolejny oddech. Kiedy znalazła się po drugiej stronie, dostrzegła postać biegnącą w jej kierunku.
Zamknęła oczy, szepcząc „idę do ciebie, kochanie”, i puściła poręcz.
I choć niektórzy wierzą, że najgorsze trwa tylko chwilę, w jej przypadku ciągnęło się całą wieczność.
Niewybaczalne
Zaginione dziecko, niewybaczalna zbrodnia i jedno kłamstwo, które zniszczy wszystko… Trzyletni chłopiec puszcza rękę mamy i znika bez śladu w centrum handlowym. Wkrótce potem śledczy odnajdują na pobliskich łąkach trzy ofiary pewnej przerażającej zbrodni. Odkrycie to paraliżuje miejscową społeczność. Narasta nieufność i panika, a jednocześnie ktoś bardzo stara się, by prawda o...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book · audio
e-book
e-book