PROLOG
Przyznać muszę, że podczas mych wielokrotnych wędrówek po Alpach nie musiałem nigdy zmagać się z takimi trudnościami jak w dużo przecież niższych Karkonoszach. Była to jednak zemsta Ribecala[1]. Cokolwiek niezadowolony, że ze względu na wyprawę śląską musiałem zrezygnować z [...] kolejnej wycieczki w Alpy, odpowiedziałem przyjacielowi, który mi obiecał wizytę w Karkonoszach, że raczej nie warto Alp poświęcać dla [...] „pagórków”. Potężny duch górski, w którego królestwie spędzić cztery dni musiałem, [...] temu, kto jego samego albo jego dzieła obraża, ścieżki plącze, burzę, mgłę, ulewę i śnieżycę na niego sprowadzając,pokazał mi przeto, do czego jest zdolny[2].
Karkonosze, marzec 2007 roku
Od zarania dziejów dla mieszkańców karkonoskich chałup nadejście zimy wiązało się z walką o przetrwanie. Stawali wówczas do brutalnej bitwy z nieobliczalnym żywiołem, w której stawką było ich życie. Każdego roku podczas kilku miesięcy trwania tych ludzkich zmagań Karkonosze zmieniały się nie do poznania. Szczyty i kotliny szczelnie powlekała śnieżna pokrywa, która zacierała granice, wygładzała ostrości krajobrazu, zamieniając wszystko w bezkresną biel. Ekstremalnie niskie temperatury, silne wiatry, śnieżyce i utrzymujące się przez wiele dni mgły zmuszały mieszkających w górach ludzi do uruchomienia w sobie pokładów kreatywności i zdolności przewidywania – cech decydujących o tym, czy dożyją wiosny. I nie chodziło tu o zwyczajne i oczywiste zadania, takie jak zrobienie na te kilka miesięcy zapasu żywności czy opału. Mieszkańcy karkonoskich baud[3] musieli być gotowi na znacznie więcej.
Chałupę przyszykowaną na nadejście zimy poznawało się w Karkonoszach przede wszystkim po charakterystycznym dachu, a zwłaszcza dwóch jego elementach. Pierwszym był komin, który jesienią wydłużano, aby nawet przy kilkumetrowej pokrywie śnieżnej wystawał ponad jej powierzchnię. Drugi element stanowiło prowizoryczne wejście do domu przez strych – jedyny sposób dostania się zimą do wnętrza chaty.
Pomysłowość ludzi gór szła jeszcze dalej, także jeśli chodzi o możliwości przemieszczania się. Już kilkaset lat temu używali charakterystycznych sań, tzw. rogatych, a do butów przytwierdzali karple – drewniane obręcze przeplecione sznurami, umożliwiające utrzymanie się na powierzchni głębokiego na kilka metrów śnieżnego morza. Bez karpli można było zapaść się w biały puch po sam czubek głowy, a to już był gotowy scenariusz tragicznej śmierci.
Takie zimy zdawały się jednak już tylko odległą przeszłością, o której co najwyżej z niedowierzaniem czytało się w książkach. Aż do tego roku...
Powiedzieć, że w Karkonoszach trwała teraz zima stulecia, to nic nie powiedzieć. Kotlinę Jeleniogórską nawiedzały śnieżyce, które swoją skalą zaskakiwały nawet najstarszych mieszkańców. Śnieg paraliżował ruch na drogach i kolei. Pod jego ciężarem łamały się gałęzie drzew, uszkadzając linie wysokiego napięcia, co powodowało przerwy w dostawach prądu. O ile trudną sytuację w podgórskich miasteczkach dało się jakoś opisać, o tyle niełatwo było znaleźć słowa, żeby określić warunki, jakie zapanowały w szczytowych partiach gór.
Tam żywioł po prostu szalał. Nieokiełznany, nieprzewidywalny i zdradziecki, niczym nocny złodziej.
Schronisko, które spowijał mrok
POWIEŚĆ INSPIROWANA PRAWDZIWYMI WYDARZENIAMI Wrzesień 1947, Cieplice. Uczeń miejscowego liceum zostaje oskarżony o zamach na wysokich radzieckich dygnitarzy. Międzynarodowy skandal wisi w powietrzu, a chłopak musi uciekać. Grudzień 1991. Do karkonoskiego schroniska Strzecha Akademicka przyjeżdża Andrzej Czerwiński. Mężczyzna chce poznać prawdę o przeszłości ojca, dawnego ki...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book
e-book