ROZDZIAŁ 1
Pogrzeb zgromadził bardzo wiele osób. Byli niemalże wszyscy policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie, przyjechali także z Polic. Większość w galowych mundurach. Przyszło również kilku prokuratorów i adwokatów. Przede wszystkim byli jednak rodzina i przyjaciele. Klimek miał wielu przyjaciół, wszyscy chcieli go pożegnać, jak należy.
Teraz przy mównicy stał Michalski. Uśmiechnął się do wszystkich. W tłumie uchwycił wzrok syna Klimka. Chłopak był blady i wyglądał, jakby nie spał przez kilka ostatnich nocy. Mimo wszystko odwzajemnił uśmiech.
– To zdecydowanie nie jest dobry dzień, ale wierzę, że Klimek nawet teraz próbowałby żartować. Nie lubił marnować czasu na smutek i zawsze powtarzał, że to, co złe, w końcu minie. Na pewno chciałby, żebyśmy dzisiaj się uśmiechali. Nie zmarł z powodu choroby, tylko w zgodzie ze swoją filozofią życiową, w czasie pracy, którą uwielbiał – powiedział Michalski. – Często się nie zgadzaliśmy, mieliśmy inne podejście do pracy i do życia, ale dobrze było z nim pracować. Cieszę się, że mogłem nazywać go przyjacielem. Na pewno wiele jego rad zostanie ze mną na dłużej. Jak choćby ta, że to, co ma być w statystyce, już się nie zmieni, więc czy uzupełni się ją w czerwcu, czy we wrześniu, to nie ma specjalnego znaczenia. Najwyżej naczelnikowi przybędzie kilka siwych włosów.
Zgromadzeni zaśmiali się. Sawicka stała obok prokuratora Zięby. Nie potrafiła się uśmiechnąć. Z każdą minutą pogrzebu czuła się bardziej winna. Mogła lepiej przemyśleć swoje zachowanie, być może wtedy Klimek by tak bardzo nie ryzykował. W tym momencie usłyszeli salwę honorową i syreny policyjne. Poczuła, jak zaczyna drżeć. Niespodziewanie mężczyzna objął ją ramieniem.
– Pozwól sobie teraz na smutek i żal, ale potem wyjdź stąd z uśmiechem. Tego właśnie chciałby Klimek – powiedział Zięba. – Zresztą masz zabójcę do złapania, prawda?
Kobieta skinęła głową. Wzięła chusteczkę i otarła wilgotne oczy. Najtrudniejszą chwilą tego dnia było złożenie kondolencji synowi Klimka, nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Bała się zobaczyć w nich wyrzut. Mruknęła jedynie, że jest jej przykro i że zawsze może na nią liczyć. Na szczęście to miała już za sobą.
– Michalski będzie miał nowego partnera, pośrednio ja też – stwierdziła Sawicka.
– Oby trafił się ktoś kumaty i cierpliwy.
Michalski przemawiał jako ostatni ze zgromadzonych. Trumna z ciałem Klimka została złożona do grobu. Powoli była przysypywana przez piach, raz na zawsze.
– Nikt nie zastąpi Klimka.
– Nie, ale może będzie miał lepsze poczucie humoru – skwitował Zięba. – Gorzej, jeśli trafi wam się totalny służbista, który nie będzie popierał twoich metod pracy.
– Tym się nie martwię. Potrafię być bardzo przekonująca.
Pogrzeb dobiegł końca. Sawicka niemal od razu odwróciła się i ruszyła w kierunku parkingu. Szła pustymi alejkami cmentarza. Szpilki stukały rytmicznie o bruk. Dziś był dzień wolny, po weekendzie trzeba będzie jednak wrócić do pracy i zabrać się do zaległości. Akt oskarżenia w sprawie sekty nadal leżał nietknięty, a zabójca prostytutek nie został znaleziony. Ona wciąż miała też telefon Lisa. Kartę SIM zniszczyła, a aparat leżał wyłączony w jej mieszkaniu. Nie wiedziała, co z nim zrobić. Doszła do parkingu i stanęła obok terenówki Michalskiego. Oparła się o samochód plecami i na chwilę zamknęła oczy. Cały żal i wyrzuty sumienia planowała zostawić w tym miejscu i odciąć się, musiała być w formie, żeby wrócić na właściwe tory. Musiała poukładać swoje życie, któremu w ciągu kilku ostatnich dni pozwoliła wywrócić się do góry nogami.
– Wracamy? – spytał Michalski.
Sawicka otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Policjant podszedł do niej. Stał tak blisko, że doskonale czuła zapach jego wody kolońskiej o głębokim drzewnym aromacie, z którego wybijały się świeże nuty owocowe, okraszone szałwią i szczyptą czarnego pieprzu w akompaniamencie innych wyrazistych przypraw.
– Całkiem nieźle ci w tym mundurze.
Nachylił się do jej ucha i zanurzył twarz we włosach. Zadrżała, czując ciepły oddech na swoim karku.
– Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś go ze mnie zdarła.
Sawicka przewróciła oczami i stanowczo go od siebie odsunęła, uśmiechała się jednak. Michalski otworzył drzwi od strony pasażera. Kobieta bez zastanowienia wsiadła do środka. Policjant zajął miejsce po stronie kierowcy, od razu ruszył z parkingu, zanim ktokolwiek zauważył ich razem.
– Powiesz mi, co dalej? – spytał Michalski.
– Ja i Leon na razie zostajemy u ciebie.
– Chcesz przywieźć resztę rzeczy do mnie? Wynająć swoje mieszkanie?
– Po co? Nie przeprowadzam się do ciebie – odparła Sawicka. – Po prostu u ciebie mieszkam.
– No tak, masz rację, to całkowicie zmienia postać rzeczy.
Michalski wydawał się całkowicie zrelaksowany i rozbawiony. Od kilku dni mieszkali razem w jego domu. Przedwczoraj Sawicka pojechała do siebie. Nie wyganiał jej, chciała być sama. W mieszkaniu nie potrafiła sobie jednak znaleźć miejsca. Obecność Michalskiego działała na nią kojąco. Trudno było jej się samej przed sobą do tego przyznać, ale od pierwszej wspólnej nocy nie marzyła o niczym innym, jak o tym, by znaleźć się znowu blisko niego. Po kilku godzinach wróciła z kotem i walizką ubrań, tak po prostu. On tego nawet nie skomentował. Dał jej klucze do domu i zrobił miejsce na rzeczy. Właściwie niewiele rozmawiali, wszystkie ważne słowa padły już wcześniej, zaraz po śmierci Klimka, w jej mieszkaniu i później na moście. Michalski chwycił ją wtedy dosłownie w ostatniej chwili, wziął w ramiona, całował i powtarzał, że nie może jej stracić. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, co tak naprawdę chciała zrobić.
– Powiesz mi, na co mogę liczyć? – spytał Michalski.
– Jak sama się dowiem.
Zatrzymał samochód na podjeździe, droga minęła im niezwykle szybko. Dopiero wtedy na nią spojrzał. Wyczuła zmianę w jego zachowaniu.
– Gabi, cieszę się, że u mnie jesteś. Naprawdę dobrze mi z tym, że jesteś blisko. Zwłaszcza gdy upierasz się, że będziesz spać w gościnnym, a nocą przychodzisz do mnie. Nie przeszkadza mi Leon. Dobrze mi nawet z tym, że nie mam pojęcia, co dalej. Nie wiem, czy będziemy razem, czy wyprowadzisz się za tydzień. Jest dobrze tak, jak jest.
– Ale…
– Czas, żebyśmy porozmawiali o tym, co stało się wtedy na moście. Ściągnąłem cię w ostatniej chwili. Dlaczego chciałaś popełnić samobójstwo? Nie potrafię tego zrozumieć. Nie wiem, co mam robić, jak ci pomóc.
Sawicka przymknęła oczy. Poczuła, jak robi jej się ciepło. Usilnie unikała tej rozmowy. Wcześniej czy później musiało jednak do niej dojść. Tamtej nocy na chwilę ją wszystko przygniotło. Nie pozbierała się dobrze po sprawie Nizioła, przy pomocy Lisaka zabiła szantażystę, którego ciało zniknęło w tajemniczych okolicznościach, a potem jeszcze śmierć Klimka, za którą czuła się odpowiedzialna. Przestała wierzyć w obraną przez siebie ścieżkę, a argumenty usprawiedliwiające wszystko, co się stało, jakoś do niej nie trafiały. Nigdy nie sądziła, że coś będzie w stanie ją złamać. Wydawało się, że jej charakter i temperament całkowicie to wykluczały. Było jednak inaczej. W ostatnim czasie przeholowała. Była gotowa skoczyć, by zagłuszyć wyrzuty sumienia i ból, który ją po prostu przygniatał. W tamtym jednym momencie była gotowa to zrobić.
– Podziwiałam widoki i płynące łódki, potknęłam się po prostu – odparła Sawicka. – I ot, cała historia.
– Gabi… przestań, choć raz odpuść sobie takie durne teksty. Powiedz mi, co się naprawdę stało tamtego dnia – prosił Michalski. – Nie rozumiesz, że chcę ci pomóc? Nie mogę tak zostawić tamtej sprawy. Nie chcę… nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
Spojrzenie Michalskiego ją przeszywało. Nie miała pojęcia jak, ale wszystko, co wtedy myślała, w ciągu zaledwie kilku dni się zmieniło. Jego obecność dawała jej spokój, kiedy był obok, czuła się dobrze. I tym razem nie zamierzała przed tym uciekać. Chciała zrobić wszystko, by być blisko niego. To nie było trudne. Musiała tylko ukrywać to, co stało się z Lisem. Czuła, że tej jednej rzeczy Michalski nigdy jej nie wybaczy, nie zrozumie. To wbrew wszelkim jego zasadom. Byłby nawet skłonny wydać ją i Lisaka. Dlatego nie mógł poznać prawdy.
– Powiem to tylko raz i więcej do tego nie wracajmy. Okej?
Michalski skinął głową. Wydawał się spięty.
– Bez względu na to, co się wtedy stało, teraz jest w porządku. Każdy zalicza czasem potknięcie, które go zaskakuje. To było moje. Powiedzmy, że równie spektakularne jak moje sukcesy – stwierdziła Sawicka. – Teraz nic mi nie jest. Czuję się dobrze. Widoki będę podziwiać zza barierki.
Mężczyzna milczał dłuższą chwilę. W końcu jednak uniósł dłoń i delikatnie pogładził jej policzek. Przymknęła oczy. Michalski przysunął się do niej i pocałował ją w czoło. Długo trzymał usta przy jej skórze. Obejmował ją mocno, nie chcąc puścić nawet na chwilę. Potem spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się.
– Dasz mi znać, gdyby coś się zmieniło?
– Dowiesz się pierwszy.
Nie odkryjesz prawdy
Do prokuratury zgłasza się Antoni Madej. Twierdzi, że jest seryjnym zabójcą prostytutek. Sawicka od początku nie wierzy w jego winę. Zastanawia się, dlaczego mężczyzna chce, by uznano go za winnego, i skąd zna szczegóły każdej zbrodni. Nie tylko ta sprawa spędza Sawickiej sen z powiek. Rodzice Lisa proszą ją o pomoc w odnalezieniu syna. Brutalnie zamordowani zostają emerytowan...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book
e-book · audio
e-book