W porcie Aleksandrii – strzeżonym przez słynną latarnię, stanowiącą przez tysiąc lat jeden z siedmiu cudów świata – nowe stocznie dostarczały statków potrzebnych muzułmanom do uprawiania handlu i piractwa, których owoce sprawiły z kolei, że bazary tego miasta stały się największe w całym rejonie śródziemnomorskim. Ale jeden chrześcijański, choć nie do końca europejski port był jeszcze większy: Konstantynopol, stolica Cesarstwa Bizantyńskiego. Miasto rozwinęło się dokładnie na przecięciu głównych szlaków handlowych biegnących ze wschodu na zachód i z północy na południe. Poza tym jednym ośrodkiem muzułmańscy handlarze i piraci dosłownie w całości zapanowali nad morzami. W ósmym wieku ich zdobycze terytorialne objęły Hiszpanię i Baleary, a nawet część Prowansji, skąd urządzili sobie bazę wypadową do ataków na starożytne miasta doliny Rodanu. Jedna z takich wypraw dotarła tak daleko na północ, że zdołała złupić Troyes.