PROLOG
Myśl, człowieku, myśl!
Droga krajowa numer trzydzieści dwa wiła się pomiędzy sosnowymi lasami, które rozbłyskały niczym flesze po kolejnych wściekłych uderzeniach błyskawic. Świetliste macki raz za razem rozłaziły się po niebie niczym ramiona jakiejś gigantycznej ośmiornicy próbującej przedostać się do tego świata.
Masz przejebane! Masz, kurwa, przejebane! Coś ty narobił, człowieku?!
Mężczyzna spojrzał na bosą kobietę skuloną w fotelu pasażera. Była tylko w majtkach i jego bluzie. Twarz chowała w kapturze, dłonie trzymała przy brodzie, jakby za wszelką cenę chciała zakryć usta. Drżała.
Głośny klakson i oślepiający blask reflektora sprawił, że mężczyzna gwałtownie szarpnął kierownicę. Tył samochodu nieco zarzuciło, ale przynajmniej uniknął czołówki z nadjeżdżającym z naprzeciwka busem. Przy tej prędkości nie byłoby czego zbierać. Wytarł ręką pot z czoła, ale nie zdjął nogi z gazu.
Popełniłeś przestępstwo. Za to, co zrobiłeś, na bank odwieszą ci zawiasy i znów pójdziesz siedzieć. Kolejna recydywa. Przynajmniej dziesięć lat. Kurwa mać!