Czy zgadzają się dopomóc wdowie w kontakcie z tamtym światem, zachowując stan czujności umysłowej podczas całego seansu? I czy zgadzają się zachować chłodny i otwarty umysł, rozluźnić mięśnie, oddychać głęboko i rytmicznie i skupić się całkowicie na seansie niczym mnich na modlitwie?
Goście zapewnili ją, że tak.
– Nie umiem wam powiedzieć, co wydarzy się dzisiaj w tym pokoju – ciągnęła wdowa, wciąż konspiracyjnym tonem. – Mogą poruszać się meble. Może kiedy zaniepokoimy duchy, poczujemy tchnienie wiatru. Wiatru z tamtego świata, jak zapewne nazwą to niektórzy. Być może umarli będą do nas przemawiać przez usta żywych albo ujawnią się za pośrednictwem znaków.
– Jakie znaki ma pani na myśli? – zapytał jeden z kopaczy.
Lydia Wells zwróciła spokojne spojrzenie na pytającego.
– Czasami z nieznanych nam powodów umarli nie mogą nic mówić – powiedziała cicho. – Wtedy postanawiają porozumiewać się z nami w inny sposób. Uczestniczyłam kiedyś w seansie w Sydney, gdy do tego doszło.
– I co się wtedy stało?
Wzrok pani Wells zrobił się szklisty.