Odpowiedzi Lydii były rozczarowujące. Od momentu kiedy wpadła w trans, niczego nie mogła sobie przypomnieć – co było dziwne, jak powiedziała, zazwyczaj bowiem pamięta swoje wizje naprawdę bardzo dobrze. Mężczyźni zachęcali ją, by się zastanowiła, ale bezskutecznie – po prostu niczego sobie nie przypominała. Kiedy jej powiedzieli, że mówiła w obcym języku zupełnie płynnie i przez dłuższy czas, wyglądała na autentycznie zdziwioną.
– Ale ja nie znam ani słowa po chińsku – powiedziała. – Jesteście tego pewni? I żółtki to potwierdziły? Rodowici Chińczycy? Naprawdę jesteście pewni?
Mocno podnieceni i zdumieni goście udzielili jej odpowiedzi twierdzącej.
– A co ma znaczyć ten bałagan? – Lydia Wells zrobiła słaby ruch ręką, wskazując na nadpalony stół i ślady ognia.
– Lampa się po prostu przewróciła – odpowiedział jeden z kopaczy. – Przewróciła się, ot, tak, bez niczyjej pomocy.
– Więcej: unosiła się w powietrzu.
Lydia przez chwilę przyglądała się lampie i wyglądało na to, że przytomnieje.
– No tak! – Uniosła się nieco na kanapie. – Czyli że wywołałam ducha jakiegoś Chińczyka!
– Ja nie płaciłem za żadnego Chińczyka – odezwał się uparty kopacz.