Uparty kopacz wyglądał tak, jak gdyby miał przytaknąć, ale rzucił spojrzenie Lydii Wells. Wdowa była nadal nieprzytomna i bardzo blada. Miała lekko otwarte usta, za którymi było widać błyszczący ząb i wyschnięty język. Jej gałki oczne poruszały się nieznacznie i chaotycznie pod powiekami. Jeżeli udaje, pomyślał kopacz, to robi to doskonale, on jednak zapłacił za kontakt z Emerym Stainesem, nie za to, żeby usłyszeć potok chińskich sylab, a potem patrzeć, jak kobieta mdleje. Ba, czy w ogóle mógł być pewien, że to naprawdę był chiński? Wdowa mogła przecież po prostu bredzić! Ten Chińczyk może być z nią w zmowie, a Lydia Wells płaci mu za to, żeby potwierdził jej kłamstwo.
Kopacz jednak był z natury tchórzem i nie wypowiedział swoich podejrzeń na głos.
– Wolałbym nie odpowiadać na to pytanie – odezwał się w końcu, choć wciąż wyglądał na nadąsanego.
– No cóż, spytamy ją, kiedy dojdzie do siebie.
– Czy Frank Carver zna chiński? – spytał inny gość głosem pełnym niedowierzania.
– Ciągle pływa do Kantonu, czyż nie?
– Urodził się w Hongkongu.
– Tak, ale żeby znać ten język tak dobrze jak Chińczycy!
– To stawia Carvera w zupełnie innym świetle.