Zadrżała potężnie i przewróciła się na bok, na podłogę. W tym samym momencie (Frost dyskutował o owym niewytłumaczalnym zdarzeniu jeszcze przez kilka tygodni) lampa naftowa na stole gwałtownie przechyliła się i upadła na stojący obok talerz ze świecami. Wydawałoby się, że skutkom takiego wypadku można było z dużą łatwością zapobiec, albowiem szklany klosz lampy nie pękł, a nafta się nie rozlała, ale natychmiast rozległ się szum i krąg gości został w jednej chwili zalany światłem: cały stół stanął w płomieniach.
Chwilę potem wszyscy gwałtownie ożyli. Ktoś krzyknął, że trzeba zdusić ogień. Jeden z kopaczy odciągnął wdowę na bok, a dwaj inni zrzucili wszystko z kanapy. Ogień został zdławiony szalami i kocami. Ktoś odtrącił lampę, a wszyscy mówili jeden przez drugiego. Charlie Frost, kręcąc się w nieoczekiwanej ciemności, zauważył, że Anna Wetherell nie poruszyła się, a wyraz jej twarzy nie uległ najmniejszej zmianie, jak gdyby nagły wybuch ognia ani trochę jej nie zaniepokoił.
Jeden z uczestników seansu zapalił lampę.
– Czy to już? To właśnie miało się zdarzyć?
– Co ona powiedziała?
– Posuńcie się, dobrze?
– Rety... Aleśmy się wszyscy rozjarzyli w tych płomieniach!
– To jakiś prymitywny...