W kątach pokoju zaległa teraz całkowita ciemność. Światło dawały jedynie stojące na środku migotliwe świece, a jedenaście otaczających je twarzy przybrało szary, widmowy wygląd. Nie odrywając wzroku od twarzy wdowy, Frost zauważył, że krąg krzeseł nie ma idealnie kolistego kształtu: przypominał raczej elipsę, której dłuższa oś wskazywała drzwi. Lydia siedziała na jej drugim, przeciwległym końcu. Ustawiając krzesła w ten sposób, pani Wells zyskała pewność, że wszystkie głowy zwrócą się ku drzwiom – czyli odwrócą się od niej – kiedy Anna wkroczy do pokoju. No, pomyślał Frost, tę sztuczkę, do której uciekła się Lydia w owej krótkiej chwili, gdy Anna stanęła w drzwiach, musieli jednak widzieć przynajmniej Chińczycy. I zakarbował sobie w myślach jeszcze jedno: żeby ich o to zapytać po seansie.
Na polecenie wdowy uczestnicy wzięli się za ręce, a Lydia westchnęła głęboko, uśmiechnęła się w roztrzepotanym świetle płomyków świec i przymknęła oczy.