Anna stała w progu z wyrazem upiornej pustki na twarzy. Wciąż miała na sobie tę żałobną kreację, którą podarował jej Aubert Gascoigne, ale jeśli suknia już przedtem źle na niej leżała, to teraz wyglądała wprost żałośnie – zwisała z ramion dziewczyny jak z wieszaka i chociaż najwyraźniej została zwężona, była luźna w pasie, a wystrzępiony kołnierzyk zasłaniał niemal wklęsłą pierś. Panna Wetherell miała bardzo blade i ponure oblicze. Nie patrzyła na twarze zebranych. Ze wzrokiem wbitym przed siebie podeszła powoli naprzód, po czym zapadła się w pusty fotel, który stał naprzeciwko Lydii Wells.