W nowej dolinie żyli jak u Pana Boga za piecem, pośród dobrych sąsiadów i życzliwszej przyrody. Tak jak niegdyś w swoich arguńskich wąwozach, trudnili się pasterstwem, a od czasu do czasu wyprawiali się w góry, by w nieprzebytych lasach polować na dziką zwierzynę.
Uprawą gardzili, uznając grzebanie się w ziemi za coś paskudnego, niegodnego mężczyzny, któremu przypisana była rola bohatera, wojownika i zwycięzcy, w najgorszym razie męczennika. Pracę na roli zostawiali swoim kobietom i wiele lat musiało upłynąć i wiele się wydarzyć, zanim zaczęli w tej materii zmieniać zdanie. Ale nawet dziś na poletkach w dolinie Pankisi częściej widuje się kobiety Kistów, podczas gdy ich mężczyźni wolą zajmować się pszczelarstwem i doglądaniem przydomowych winnic.
Nowe życie w nowym miejscu tak bardzo przypominało to dawne, że Kistowie powoli zapominali, że nie od zawsze mieszkali w dolinie. Przenosiny niewiele zmieniły w ich życiu, a ponieważ nie wymagały żadnych wyrzeczeń, tym szybciej o nich zapomnieli, tak jak zapomnieli o wszystkim, co było przedtem. Wycierała się pamięć, za to coraz bardziej wrastali w dolinę, uważając właśnie ją za swój dom i dobre miejsce na ziemi.