W tej dzielnicy znajdowało się kiedyś sporo budynków, willi i pałacyków z początku dwudziestego wieku. Część z nich została ładnie odnowiona, a część zburzono – na ich miejscu powstały nowoczesne bloki i parkingi. Kilka budowli pozostało jednak w swoim pierwotnym stanie. Właśnie do takiej willi zmierzałem. Stała za zielonym internatem. Z chodnika nie było jej prawie widać, przez chwilę zastanawiałem się, czy dobrze trafiłem.
Przeszedłem wąskim przejściem między bursą i budową pensjonatu. Roztoczył się przede mną nieoczekiwany widok – secesyjna willa podobna do sąsiedniego internatu, tyle że mniejsza. Też zapewne pochodziła z początku dwudziestego wieku, ale w odróżnieniu od zielonego budynku przy chodniku nie została odnowiona. Lata świetności miała już dawno za sobą. Zaskoczyło mnie to, nigdy wcześniej jej nie widziałem, chociaż przechodziłem tędy chyba z milion razy. Ale w sumie nic dziwnego, od frontu zasłaniała ją bursa, a z boku – od ulicy Andreja Kmeta – długi blok. Nie wiedziałem, czy inwestor chciał willę odremontować, czy zburzyć, by uzyskać lukratywną parcelę w centrum miasta.