Syn
Jo Nesbø — Literatura piękna

Nagle urwał. Uświadomił sobie, dlaczego tylu więźniów przychodziło do tego chłopca się wygadać. To przez tę ciszę. Przez tę zasysającą próżnię, wyczuwalną u kogoś, kto jedynie słucha, bez reakcji i bez osądów. Kto nic nie robiąc, wyciąga z człowieka słowa i tajemnice. Vollan próbował tego samego jako pastor, ale osadzeni umieli wywąchać, że on ma w tym jakiś zamysł. Nie wiedzieli tylko jaki. Wyczuwali jedynie, że wydobywając z nich tajemnice, pragnie coś osiągnąć. Uzyskać dostęp do ich duszy, a później być może otrzymać w niebie nagrodę za zwerbowanie.

Pastor patrzył, jak chłopak otwiera Biblię. Był to trik tak klasyczny, że wręcz komiczny: w kartkach wycięto dziurę. Włożono w nią poskładane papiery z dokładną instrukcją niezbędną do przyznania się do winy. I trzy torebeczki z heroiną.

Arild Franck, zastępca dyrektora więzienia, nie odrywając wzroku od papierów, zawołał krótko:

– Proszę wejść!