Syn
Jo Nesbø — Literatura piękna

– Tak, zabiłem ją. Tak, przeczytam, jak to zrobiłem.

Per Vollan odetchnął z ulgą.

– To dobrze. W sposobie, w jaki została zabita, są pewne szczegóły, na które powinieneś zwrócić uwagę.

– Aha.

– Ona... odcięto jej czubek głowy. Musiałeś użyć piły, rozumiesz?

Po tych słowach na długą chwilę zapadła cisza, którą Per Vollan już zamierzał wypełnić rzyganiem. No cóż, lepiej żeby z jego ust polały się wymiociny niż takie słowa. Znów spojrzał na młodego człowieka. Co decyduje o kształcie czyjegoś życia? Szereg przypadkowych zdarzeń, nad którymi nie ma się władzy, czy raczej kosmiczna siła ciążenia, która automatycznie ciągnie człowieka tam, gdzie musi? Znów poprawił tę nową sztywną koloratkę pod koszulą, zdusił mdłości, spiął się. Pomyślał o tym, co jest stawką w grze.

Wstał.

– Jeśli będziesz chciał się ze mną skontaktować, to mieszkam chwilowo w schronisku na Alexander Kiellands plass.

Zauważył zdziwione spojrzenie chłopaka.

– Jedynie tymczasowo – roześmiał się. – Żona wyrzuciła mnie z domu, a ja znam ludzi ze schroniska, więc...