– Tak, tych! – zaskoczył szybko turysta. – Wszyscy się do nich zabrali, a ja poszedłem na szczyt. Wracałem do Chochołowskiej przez Łopatę i Wołowiec, ale powiem panu, że to była droga przez mękę. Znowu przyszło załamanie pogody.
Niewiele informacji, ale lepsze takie niż żadne, uznał w duchu Forst. Przynajmniej znał kierunek, w którym poszła Hanna.
– Jeszcze coś – dodał świadek. – Dwóch z tych mężczyzn wyglądało na naprawdę zmordowanych. Trzeci też był dość styrany, czwartemu niestety się nie przyjrzałem.
– A kobieta nie?
– Aż tak z pewnością nie.
Wiktor dopiero teraz uspokoił oddech po szybkim przebyciu odcinka ze Starorobociańskiego Wierchu. Wyciągnął paczkę westów i zapalił jednego, a potem wypytał mężczyznę o jakiekolwiek inne szczegóły, które zapamiętał. Każdy mógł okazać się na wagę złota.
Zaraz potem zdecydował o przesunięciu grup poszukiwawczych w kierunku zachodnim, ze szczególnym uwzględnieniem terenu wokół Jarząbczego Wierchu i znajdujących się obok niego przełęczy.
Polecił świadkowi zgłosić się w komendzie, by mogli tam sporządzić portrety pamięciowe czterech mężczyzn, po czym ruszył w drogę powrotną.