Połów
Remigiusz Mróz, Ove Løgmansbø — Kryminalne i sensacyjne

– Po prostu urządzili połów, rozkroili tę rybę, a potem...

– To ssak.

– Widzisz? Znasz się na miejscowych sprawach. Nadajesz się wprost idealnie.

– Szczególnie jeśli chodzi o moje doświadczenia z tamtego archipelagu.

Kjeld pstryknął palcami.

– Otóż to. Komendant był tego samego zdania. Uważa, że wzbudzasz tam wielką sympatię z powodu tego, co ci się przydarzyło.

– Sympatię? Chyba politowanie.

– Tym lepiej. – Moslund zaciągnął się dymem, mrużąc oczy. – Ludzie chętnie ci pomogą, pamiętając, jak parszywy los cię spotkał.

– Dzięki, szefie.

– Zawsze do usług – odparł. – Ale nie dziękuj jeszcze, bo jest druga wiadomość. Ta gówniana.

– Więc temat Vestmanny jest zamknięty? Nie mam nic do gadania?

– Oczywiście, że nie. Chciałaś dyskusji w robocie, trzeba było kształcić się na patologa. Podobno trupy lepiej współpracują, kiedy się z nimi gada. Stają się mniej sztywne.

Moslund czekał na odpowiedź Katrine. Po chwili odchrząknął i poprawił się na krześle.

– Samolot na Vágar odlatuje dziś o siedemnastej, na miejscu będziecie półtorej godziny później.

Katrine spojrzała na zegarek. Nie miała zbyt wiele czasu.

– My? – zapytała. – Kto ze mną leci?

– Frida Skovmand oczywiście.