Spojrzałem na leżącą na biurku kasetę. Jakim cudem się tutaj znalazła? Czy poprzedni właściciel poddasza mógł mieć z tym, co mnie spotkało, cokolwiek wspólnego? Nie, to absurd. Był to podstarzały mężczyzna, który po uchwale mieszkańców wykupił strych dla swojego wnuka. Wspólnota zbyła loft za bezcen, a kiedy młody z niego zrezygnował, starzec sprzedał go mnie za niewiele więcej.
Nie mógł mieć nic wspólnego ani z Klizą, ani z tą sprawą. A mimo to zostawił mi tę kasetę.
Nie musiałem długo zastanawiać się nad tym, co powinienem zrobić. Narzuciłem szybko koszulę, zapiąłem kilka
guzików, a potem w spodniach od piżamy wyszedłem na klatkę i zbiegłem po schodach.
Dochodziła dwunasta, ale nie miało to żadnego znaczenia. Stanąłem przed drzwiami Stefana Bronowicza zdeterminowany, by uzyskać odpowiedzi. Nie miałem zamiaru pozwolić na to, by po raz kolejny ktoś sobie ze mną pogrywał.
Kiedy zaspany staruszek otworzył drzwi, wiedziałem już, że akurat on nie byłby do tego zdolny. Patrzył na mnie nie z pretensją, że budzę go o tej porze, ale z głęboką troską.
– Coś się stało? – zapytał. – Coś nie w porządku z mieszkaniem?
Podniosłem taśmę, lekko skonfundowany.
– Skąd pan to ma? – zapytałem.