– Ale co ona chce w ten sposób osiągnąć? – zapytałem.
– Nie wiem.
– I myślisz, że naprawdę mogłaby porwać twojego syna?
Kasandra bezradnie rozłożyła ręce.
– Aż tak dobrze jej nie znałam. Dogadywałyśmy się, ale na stopie zawodowej.
– Dopóki jej nie wyrzuciłaś – zauważyłem. – Może o to chodzi?
– Nie ja, tylko Robert. Robiłam wszystko, żeby ją ochronić.
Chciałem odparować, że najwyraźniej nie wszystko, ale w porę ugryzłem się w język. Kas żyła nie tyle w toksycznym, ile w radioaktywnym związku. Właściwie cudem było, że przetrwała tak długo i zdołała się z niego wyrwać.
Być może nie powinno mnie dziwić, że z Glazurem jej nie wyszło. Trauma nie znikała, nawet jeśli usilnie oddalaliśmy się od przeszłości. Coś o tym wiedziałem.
– Tak czy inaczej, czymś jej podpadłaś – zauważyłem. – Bo ta kaseta z pewnością miała naprowadzić mnie na trop tego, co się naprawdę stało.
– Ale jak ją tutaj zostawiła?
– Tego nie wiem. Wydźwięk jednak jest jasny.
– I niepotrzebny, bo nawet bez niego miałabym świadomość, że to atak na mnie. W końcu uprowadziła moje dziecko, Wern.
– O ile to ona.
– Sam mówisz, że nie ma innej opcji.
– Opcje są – odparłem. – Tyle że ta jest najbardziej prawdopodobna.