Teraz otrzymałem potwierdzenie. Nagrania dowodziły, że Kajman rzeczywiście polował na moją narzeczoną. A skoro tak, to być może ciało na wyspie wcale nie należało do Ewy. Może Prokocki wciąż próbował ją chronić.
Nie, to niemożliwe. Popadałem w zupełną paranoję.
Wmawiałem sobie tę wersję, od kiedy wróciłem do Opola. Podkomisarz jednak pokazał mi zdjęcia z sekcji. Sam im się przyglądałem i bez trudu poznałem Ewę.
Były prawdziwe. Nawet największy magik w Photoshopie nie zdołałby przygotować czegoś takiego.
A w takim razie Kasandra z jakiegoś powodu musiała kłamać, przynajmniej w tej kwestii.
– I co dalej? – zapytałem. – Glazur wpadł na jakiś ślad?
– Niewiele znaczący, ale wystarczający. Prowadził do Obic.
– Obic?
– Niewielkiej wsi niedaleko Kielc. Prokocki dwa razy płacił w okolicy za paliwo i nie trzeba było długo rozpytywać wśród mieszkańców, żeby się dowiedzieć, że ktoś wprowadził się do jednego z domów na sprzedaż.
To tam trafiła Ewa? Zaszyła się w jakiejś wiosce w Świętokrzyskiem, samotna, wciąż obawiająca się o swoje życie i niepewna przyszłości?
– Glazur ją odnalazł? – zapytałem.