Sawicka posłusznie podniosła się i razem z pozostałymi gośćmi usiadła na podłodze przed ladą. Przycisnęła plecy do chłodnej ścianki za sobą. Lis ze starszym mężczyzną zasłaniali okna kawiarni kartonami, dwóch napastników trzymało ich na muszce, a trzeci pilnował pozostałych zakładników. Sawicka czuła się odpowiedzialna za każdą osobę w pomieszczeniu. Z rękawa ostrożnie wysunęła telefon, który niepostrzeżenie zabrała ze stolika. Zaczęła szybko wystukiwać wiadomość do Klimka: Kawa, Brama. Trzech facetów z bronią. 16 zakład. Co chwilę zerkała na napastników i starała się ukryć dłonie, w których był telefon.
– Co ty robisz?!
Sawicka nacisnęła ikonkę „Wyślij”, szybko upuściła telefon i podniosła obie dłonie do góry. Jeden z napastników chwycił ją za włosy i zmusił do wstania, nie zauważył komórki, która wpadła pod ladę.
– Co tam kombinowałaś!
– Nic przecież, nie drzyj mi się do ucha.
Przeciągnął ją na sam przód i pchnął na ziemię. Sawicka spokojnie usiadła, rozmasowując kark. Napastnik nawet jej nie uderzył, chociaż mu odpyskowała. Zauważyła, że jednemu z pilnujących Lisa i staruszka drży ręka. Byli młodzi, niedoświadczeni, a jednak zorganizowani.