Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

– Co? – zreflektował się, ale było za późno. – Nie no, daj spokój, tak tylko mówię. Przecież wiesz, o co mi chodzi.

Pokiwała głową, ale nie wyglądała na przekonaną. Zapewne nigdy nie zapomniała, że kiedyś ją zawiódł. I chociaż było to dawno temu, a on naprawił szkody, to rany, nawet jeśli się zagoiły, pozostawiły po sobie szpetne blizny.

– Co zamierzasz? – spytała.

– Nic. Jutro pojadę do matki po pierogi i wtedy do niego wpadnę.

– A nie lepiej dziś?

– Napisał, że jest poza miastem. Pewnie pogonił swojego stalowego rumaka.

– Najważniejsze, że się odezwał. – Karolina posłała mu szeroki uśmiech.