Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

Podobne, ale nie zamierzał się spierać. Młody za każdym razem spóźniał się na wszystkie rodzinne imprezy, zawsze musieli na niego czekać. Godzina w lewo, godzina w prawo, jakie to mogło mieć znaczenie? Aleks od zawsze wydeptywał własne ścieżki. Mógł zwyczajnie wrócić do domu piechotą. Robił tak wcześniej.

– No nic. – Matka westchnęła. – Daj nam tylko znać, jeśli się do ciebie odezwie – stwierdziła zasmucona.

– Nie martw się – dodał na koniec, ale nie odpowiedziała.

Przedłużająca się cisza w słuchawce dała mu do zrozumienia, że matka, zapomniawszy zapytać o wnuki, się rozłączyła.

Warot przygryzł wargę i dopiero po chwili zauważył, że Borys utkwił w nim pełen zainteresowania wzrok. Karolina zrobiła to samo, ale w jej oczach dostrzegł niepokój. Tylko Nadia śmiała się do wesołego kwartetu pingwinów migającego na ekranie.

– Co z wujkiem? – spytał syn.

W odpowiedzi Warot wzruszył ramionami.

– Nie mogę go namierzyć.

– Dzwoniłeś do niego? – Borys odłożył widelec i odsunął talerz z zapiekanką na środek stołu.

– Wynieś do kuchni, dobrze?

– Zaraz – odburknął syn i sięgnął po telefon, który leżał w pobliżu. – Może ja spróbuję? – spytał.

– Dobry pomysł – pochwalił chłopaka i czekał w napięciu.