Nie schował go do drewutni. Miał to zrobić od razu po śniadaniu, ale zachmurzyło się i pierwsze krople deszczu uderzyły w szary kamień, którym wyłożony był taras. Patrzył, jak wiatr wywiewał popiół i niespalone resztki węgla drzewnego, a chwilę później zerwał z rusztu aluminiową tackę, która zaczepiła się o krzak forsycji i drgała jak w konwulsjach.
– Kiedy wyjechali?
– Nie wiem – odparł i zawahał się, po czym uznał, że nie ma sensu niczego ukrywać. – Aleks był sam.
Warot opowiedział matce o poprzednim wieczorze, o tym, jak siedzieli z bratem pod gołym niebem, jak Aleks bawił się z Nadią, jak grał w piłkę z Borysem. A potem, z czającym się pod sercem lękiem, wrócił myślami do pochmurnego poranka i chłodnego powiewu, który wpadł przez drzwi tarasowe. Dodał też, że łóżko było nietknięte.
– Czyli nie spał u was? – Krystyna Warot się zaniepokoiła.
– Wygląda na to, że nie. – Podrapał się po czole. – No chyba że zdrzemnął się na leżaku w ogrodzie – skłamał.
– To dziwne. Zupełnie do niego niepodobne.