Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

Drzwi do pokoju Borysa były zamknięte. Nie uchylił ich. Zajrzał natomiast do Nadii. Spała zupełnie odkryta, z rozłożonymi rękoma. Gęste po matce włosy rozsypały się na poduszce. Gdy pocałował dziewczynkę w czoło, poruszyła ustami. Odczekał chwilę, po czym przykrył jej nogi letnią kołdrą i wyszedł na korytarz.

W sypialni wsunął się do łóżka i wtulił w plecy żony. Przejechał dłonią po jej ciepłym udzie.

Zamruczała.

– Skończyliście już? – wyszeptała.

– Tak. – Przesunął dłoń na jej pośladek i zaczął go masować.

– Mięso schowałeś? Bo znowu koty się zlecą.

– Niewiele już zostało. Aleks pewnie jeszcze coś skubnie. – Pocałował ją w kark, a potem koło ucha. Wyczuł wątły zapach cytrusowych perfum.

– Nie położył się? – Wydawała się zaskoczona.

– Chciał jeszcze pooddychać ciepłą nocą. Mamy więc odrobinę czasu dla siebie… – Wsunął dłoń w jej spodnie od piżamy, ale szybko zastopowała jego zamiary.

– Jestem zmęczona. – Westchnęła. – Może jutro, co?

Cofnął rękę i ułożył się na plecach.

– Jasne, śpij spokojnie. – Starał się, żeby nie wyczuła w jego głosie rozczarowania.

Dobrze wiedział, że to „jutro” nie jest obietnicą, tylko zwykłą próbą ucieczki od „dziś”.

Życie.

Mimo zmęczenia nie mógł zasnąć.