Bez słowa patrzyła na zamykające się za mężczyzną drzwi. Przez moment stała bez ruchu i nasłuchiwała odgłosów z klatki schodowej. Celowo nie ruszyła się z miejsca. Znała go. Pójdzie dopiero, kiedy przekona się, że naprawdę ją przeraził. Będzie czekał, aż podbiegnie do drzwi i zamknie je na wszystkie zamki. I choć każda cząsteczka jej ciała chciała właśnie tak zrobić, trwała bez ruchu. Dopiero po chwili, gdy usłyszała, jak zbiega po schodach, podeszła spokojnie do drzwi i przekręciła zasuwę. Potem podbiegła do okna i przez szparę w zasłonie patrzyła za nim tak długo, aż zniknął za rogiem sąsiedniego bloku. Gdy upewniła się, że pochłonęła go noc, zrozpaczonym spojrzeniem ogarnęła pokój. Wszystko w nim zmieniła. Wszystko po to, by nawet najdrobniejszy szczegół nie przypominał jej o koszmarze, który przeżyły razem z córką. W tej chwili dotarło do niej, że tak naprawdę nic to nie dało. Nowy wystrój, kolor ścian, bibeloty – nic nie miało znaczenia. Równie dobrze i one mogły zostać milczącymi świadkami kolejnego horroru. To, co innym kojarzyło się z bezpieczeństwem i ostoją, dla niej oznaczało ból, cierpienie i strach.