Był ptakiem wychowanym przez wojnę. Zwabiły go wystrzały, z reguły zwiastujące ucztę, dlatego okazywał zniecierpliwienie na widok Muzułmanina i łakomie wpatrywał się w oczy martwych ludzi, największy ptasi przysmak.
Funkcjonariusz organizacji Todt nie zamierzał mu przeszkadzać. Przyklęknął przy zwłokach zastrzelonych żołnierzy i pobieżnie je przeszukał. W kieszeni sturmmana, który zginął jako pierwszy, znalazł kluczyk do ciężarówki.
Uruchomił ją i ruszył w stronę wsi Klessengrund.
Odjeżdżając, zastanawiał się, czy oficer SS wiedział, co znajdowało się w czarnych pojemnikach z żółtymi symbolami. Na samą myśl, że kiedyś po to wróci, poczuł nagły przypływ euforii. Nic nie było w stanie jej zakłócić. Ani chłód wiosennego poranka, ani obraz morderstw, w których właśnie wziął udział, ani głuche, choć coraz bliższe odgłosy radzieckiej artylerii. To wszystko nie miało już żadnego znaczenia. Prawdziwym zwycięzcą tej wojny był on i tylko on.
Zacisnął dłoń na kierownicy i dodał gazu.