– DNA nie sprawdzano, a nawet gdyby, nie byłoby żadnej zbieżności z państwa materiałem – kontynuowała Joanna. – Przypuszczam też, że nie ma żadnej bazy wychowanków domów dziecka, do której można by się odwołać.
– Nie, nie ma – przyznał Tadeusz.
– W takim razie skąd mundurowi wiedzieli, do kogo dzwonić?
– Przemek…
– Lub Fahad Al-Jassam, jak teraz sam się przedstawia – mruknęła Chyłka bardziej do siebie niż do nich.
Zignorowali tę uwagę.
– Miał numer mojej siostry wprowadzony w komórce – dokończyła Anna. – Policjanci zadzwonili do niej, opisali sytuację, a ona połączyła jedno z drugim… Nie minęło wiele czasu, a zostaliśmy wezwani na komendę. I od razu rozpoznaliśmy Przemka.
Joanna machinalnie sięgnęła do kieszeni, w której powinna mieć paczkę marlboro. Zaklęła w duchu, gdy uświadomiła sobie, że będzie musiała oduczyć się tego odruchu, przynajmniej na dziewięć miesięcy.
– Nie mieli państwo żadnych wątpliwości?
– Najmniejszych.