Ekspozycja
Remigiusz Mróz — Kryminały

W końcu posiwiały mężczyzna stanął obok Wiktora, zupełnie jednak go ignorując. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Nie darzył go przesadną sympatią – być może dlatego, że Forstowi kilkakrotnie zdarzyło się wylądować w łóżku z jego córką.

– Co to ma być, do cholery? – zapytał Osica, wbijając wzrok w ciało.

– Trup, panie inspektorze.

– Widzę, że trup. Jak się tu znalazł?

– Wygląda na to, że wszedł.

Zastępca komendanta obrócił się do Forsta i zgromił go wzrokiem.

– Kiedy jeszcze żył – dopowiedział Wiktor.

– Jaja sobie ze mnie robicie, komisarzu?

– Tylko na tyle, na ile pozwala mi stopień naszej zażyłości.

Edmund Osica sarknął coś pod nosem, kręcąc głową.

– Jak to się tu znalazło? – powtórzył, krzywiąc się.

– Do tej pory nie udało się tego ustalić – odparł Forst.

– Minęło już półtorej godziny. Co żeście robili przez ten czas?

– Staraliśmy się…

– Interesują mnie tylko konkrety, komisarzu.

– Oczywiście – odparł Wiktor, uśmiechając się półgębkiem. Nabrał tchu, przygotowując się do złożenia meldunku. – W tej chwili jesteśmy w stanie stwierdzić, że morderca dotarł tutaj żółtym szlakiem, przez Rówienki.

Forst zamilkł, żując gumę. Dowódca obrócił się do niego.

– I?

– To wszystko, jeśli chodzi o konkrety.

– Słucham?