Ekspozycja
Remigiusz Mróz — Kryminały

– Ile… jak długo… będziemy… – wysapał Osica.

– Stąd do Doliny Strążyskiej jest pańskim tempem jakieś dwie i pół godziny.

– Niedobrze…

Wiktor popatrzył na niego z niedowierzaniem.

– Lojalnie uprzedzam, że nie będę pana niósł.

– Poczekaj… muszę chwilę odpocząć…

Edmund zatrzymał się, by zaczerpnąć tchu. Forst stanął obok niego, rozejrzał się i wyrzucił gumę. Zastanawiał się, jak dowódca w ogóle wdrapał się na taką wysokość.

Zanim Osica zdążył odsapnąć, rozdzwoniła się jego komórka. Otarł pot z czoła, po czym sięgnął do skórzanego futerału rodem z lat dziewięćdziesiątych, który nosił przy pasku.

– Dzień dobry, panie komendancie – powiedział na wydechu. – Tak, tak, nie. Wydałem bezpośredni rozkaz, by milczał. Nie, panie komendancie. Czy to, aby… Tak, oczywiście, rozumiem.

Forst przysłuchiwał się temu z obojętnością. Nieraz podpadał przełożonym i nigdy przesadnie się tym nie przejmował. Tym razem również nie miał takiego zamiaru.

Podinspektor schował starą nokię do etui, a potem bez słowa ruszył w kierunku Przełęczy w Grzybowcu. Tym razem sam narzucił tempo marszu.

– Jesteś zawieszony – odezwał się.

– Co takiego? – wypalił Wiktor.