NOTES KONRADA WIDUCHA
16 CZERWCA 1946
Ja czełowiek?
Był ja kiedykolwiek czełowiekiem?
Wyżej ja zapisał datę. Ja od ośmiu lat nie wiedział, jaki dzień tygodnia, miesiąca, nawet często jaki miesiąc. Tak tylko z grubsza. A teraz wiem. Kalendarz mam obok siebie. Dziś niedziela. Dzień Pański.
Patrzę ja na swoje dłonie. Jedną próbuję rozprostować, przytrzymać notatnik, lewą, bo ja praworęczny, w prawej trzymam ołówek. Obie poznaczone są bliznami po wrzodach, po dawnej chorobie, w prawej brakuje mi jednego paliczka małego palca, odmrożony dawno temu, w lewej nie mam całego małego palca i większości serdecznego, ale to akurat wypadek na wyrębie. Albo i nie wypadek, nie pamiętam już. Może Rebane zrobił to wtedy specjalnie. W końcu jego nazwisko po estońsku oznaczało lisa. Tak mówił. Może specjalnie. Lis. Może gdzieś tam jeszcze leżą te palce, to znaczy kości palców, po trzy paliczki na każdy, w ściółce, w próchnie zagrzebane, pod wiechciami puszycy, z jej szarpanymi wiatrem kłębkami białego puchu.