W 2009 roku, gdy ówczesny przywódca Chin Hu Jintao przybył oficjalnie w odwiedziny na Słowację, przed pałacem prezydenckim w Bratysławie doszło do starcia między aktywistami protestującymi przeciwko wizycie – w imię ofiar chińskiego reżimu – a przedstawicielami chińskiej diaspory w kraju gospodarza. W 2008 roku na warszawskiej Woli – mimo sprzeciwów ambasady Chin – jednemu z rond próbowano nadać imię Wolnego Tybetu. W 2011 roku do Czech na zaproszenie byłego prezydenta Václava Havla przyleciał Dalajlama. Dekadę temu takie gesty krytyki wobec komunistycznego reżimu w Chinach były w naszej części Europy na porządku dziennym. Czyż mogło być inaczej w państwach, które same przeszły przez tragedie komunizmu i długotrwały proces wychodzenia z autorytaryzmu?