Europejczycy lubią myśleć o Chinach w kategoriach egzotyki. Widzieć w nich hybrydę pradawnego imperium, starożytnej kultury i komunistycznej ortodoksji. Taka wizja Chin samym chińskim decydentom i biznesmenom pasuje. Nam jednak bardziej niż na stereotypach powinno zależeć na zrozumieniu procesów, jakim już jesteśmy poddawani.
Kluczowa data to 15 września 2008 roku. W najnowszej historii świata ma znaczenie większe, niż skłonni jej byliśmy w owym czasie przyznawać. To wtedy upadł bank Lehman Brothers i zaczął się kryzys gospodarczy, którego konsekwencje ponosimy właściwie do dziś. Nie tylko ekonomiczne, lecz także – właściwie przede wszystkim – polityczno-społeczne. To ten kryzys wyniósł do władzy silne ruchy antyestablishmentowe, które zaowocowały wyborem Donalda Trumpa, brexitem, a w naszej części Europy – wygraną Prawa i Sprawiedliwości oraz utrwaleniem władzy Viktora Orbána na Węgrzech. Dziś też jasno widać, że osłabienie gospodarcze zachodniego świata wspomogło impet rozwojowy Chin, w którego wyniku Państwo Środka wyrasta na naszych oczach na supermocarstwo.