Wstęp
Na naszych oczach spełnia się przepowiednia Napoleona, który miał ostrzegać, że „kiedy Chiny się obudzą, świat zadrży”. Wszystko wskazuje na to, że nie tylko się obudziły, ale właśnie mocno się przeciągają po długim i mocno dla nich koszmarnym śnie. A to ich przeciąganie się dotyka kawałka Europy, w którym przyszło nam żyć.
Gości, którzy wjeżdżają do Belgradu od wschodu, poza słynną Wschodnią Bramą, zwaną też Zepter Tower, wita billboard z „Bratem Xi”. A przynajmniej witał jeszcze w połowie 2021 roku, między drugą a trzecią falą pandemii. Kilka miesięcy wcześniej bałkańska stolica tak jak większość Europy tkwiła w lockdownie, ale dodatkowo zalały ją czerwone plakaty z przywódcą Chin i z podziękowaniami dla Państwa Środka za to, że pomagało Serbii, oferując maseczki, a potem szczepionki.
Latem, gdy cykady zagłuszają ruch uliczny, a XIX-wieczne kamieniczki w upale przypominają kolonialną zabudowę, centrum Podgoricy staje się zaskakująco podobne do starego Szanghaju. Ścieżka rowerowa dumnie oznaczona jako ufundowana przez chińską ambasadę w stolicy Czarnogóry wydaje się zatem więcej niż na miejscu.