Niezdiagnozowane dzieci pozbawia się dostępu do narzędzi, które mogłyby się okazać ważne dla ich zdrowia psychicznego oraz wyników w nauce. Od dawna zastanawia mnie sceptycyzm w stosunku do ADHD jako diagnozy. Najbardziej prawdopodobnym tego wyjaśnieniem są zapewne rażące braki w rozumieniu tych zaburzeń przez środowisko medyczne. Oprócz tego zjawisko ADHD bywa najzwyczajniej błędnie interpretowane, a osoby odpowiedzialne za znalezienie odpowiedniej pomocy dla dziecka nie pojmują, że diagnoza ADHD może być dla niego korzystna. Ten brak zrozumienia odbywa się kosztem zarówno osoby z ADHD, jak i jej otoczenia.
Największym wyzwaniem dla współczesnego rozumienia ADHD jest to, że w sformułowaniu diagnozy w ogóle nie bierze się pod uwagę jego pozytywnych aspektów. Rozumiem zresztą, jaka może być tego przyczyna. Znacznie trudniej domagać się dofinansowania badań, leczenia albo dostosowania ze strony otoczenia w przypadku dolegliwości, która jednocześnie jest uznawana za dar. Ale znaczenie w tym kontekście powinno mieć jedynie to, że gdyby tylko zaakceptowano pozytywne strony ADHD, jego leczenie miałoby szansę stać się znacznie skuteczniejsze.