O CZYM TO BĘDZIE
Wiele osób chciałoby widzieć kiboli jako prostych bandytów, którzy w barwach swojego klubu idą na mordobicie z chuliganami drużyny przeciwnej, a raz do roku, 11 listopada, wszyscy razem jadą do Warszawy manifestować pod flagą biało-czerwoną miłość do ojczyzny oraz nienawiść do wszystkiego, co obce.
To, co się stało w Krakowie, jest jednak znacznie bardziej skomplikowanie. Pod Wawelem powstała licząca kilkaset osób – a ze wszystkimi przybudówkami może nawet kilka tysięcy – doskonale zorganizowana grupa przestępcza, która dzięki paździerzowatości naszego państwa, specyfice stosunków społecznych Krakowa oraz kilku zbiegom okoliczności działała bez większych zakłóceń kilkanaście lat.
Mamy tu Pawła M., pseudonim „Misiek”, czyli – jak zeznali członkowie gangu – szefa tej grupy: czterdziestolatka, który skończył jedynie podstawówkę, ale jest na tyle sprytny i skuteczny, że stworzył sieć legalnych i nielegalnych interesów wartych miliony złotych, zapewnia sobie bezkarność, a o kontakt z nim zabiegają biznesmeni i politycy. Gdy chce się odstresować, idzie posiekać maczetą gościa z przeciwnej drużyny, choćby w biały dzień i obok budynku prokuratury. Nie przejmuje się niczym, bo przez lata opanował sposoby na unikanie odpowiedzialności za podobne akcje.
Mamy tu polityków, którzy sami zachowują się jak kibole, zamiast z nimi walczyć, bo w którymś momencie ponad prawo oraz dobro państwa i kraju postawili swoiście pojmowane dobro ukochanego klubu.
Mamy zasłużonych działaczy, którzy prowadzą podwójną grę: niby zależy im na sporcie, lecz – rozmyślnie, z oportunizmu lub tchórzostwa – bardziej dbają o to, żeby w siłę rośli kibole, a nie sportowcy.
Mamy policjantów, którzy powinni ścigać przestępców, ale też kochają Wisłę, a przy okazji kochają pieniądze, więc z tymi przestępcami współpracują.
Mamy prokuratorów, którzy jeżdżą na mecze z kibolami, po pijaku biorą udział w burdach, a potem umarzają niewygodne dla chuliganów sprawy.
No i wreszcie mamy kilka ciekawych postaci kiboli. Jeden z nich, Daniel U., pseudonim „Dzidek”, to mistrz Polski juniorów w boksie. Pochodzi z inteligenckiej rodziny, zna trzy języki, ale jest uzależnionym od zadawania cierpienia sadystą – biega po mieście z nożem, z maczetą, z mieczem samurajskim i napada, bije, torturuje. Prowadzi listę ofiar – chełpi się, że jest ich setka rocznie. Gdy trafia do aresztu, mama przysyła mu do celi O sztuce miłości Ericha Fromma i kilkadziesiąt innych książek.
Są i małolaty z osiedli – często postawione przed wyborem „albo wejdziesz do gangu, albo nie będziesz miał życia w swojej dzielnicy”. A jak spróbujesz wyjść, koledzy wybiją ci ten pomysł z głowy, rażąc prądem albo wlewając wrzątek do gardła...
Najpierw chciałem napisać, że ta książka jest o nich wszystkich.
Ale nie.
To książka o świecie, którego są częścią. O pewnej rzeczywistości, która pozornie jest od nas odległa – więc wydaje się nam, że nas nie dotyczy. Ale dotyczy. Sami stwarzamy świat, w którym żyjemy, nie dziwmy się więc, że jest taki, jak opisywany niżej świat Wisły Kraków, ukochanej Wisełki znacznej części zacnych krakowian.
Wisła w ogniu
Damian, kiedyś będziesz prezydentem tego miasta. - To zdanie wypowiedziane przez jednego z przyjaciół do Damiana D., oskarżonego w głośnej aferze jednego z największych klubów piłkarskich w kraju. A do tego - wiceprezesa Wisły Kraków. To pozornie niewiele znaczące zdanie zyskuje na znaczeniu po publikacji szczegółów głośnej afery dotyczącej zarządu piłkarskiego klubu. ”Wi...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio