Przedmowa
Nazywam się Marcin Matczak i ta książka jest w pewnym sensie o mnie. Pochodzę z małego miasta, z przeciętnej, niezamożnej rodziny. Obecnie mieszkam w Warszawie i prawdopodobnie jestem profesorem, co jest ważne dla tej historii. Wprawdzie od wielu lat jestem tak zwanym profesorem uczelnianym (a więc na przykład takim, jakim był Lech Kaczyński, którego się profesorem powszechnie nazywa), ale hejterzy zawsze podkreślali, że nie jest to profesura prawdziwa, bo Prezydent RP nie nadał mi jeszcze tytułu profesora belwederskiego. To akurat prawda, bo wniosek o nadanie mi tego tytułu Centralna Komisja Magów wysłała do prezydenta Andrzeja Dudy dopiero w listopadzie 2020 roku. Spodziewałem się, że wniosek ten dłuższą chwilę tam poleży, ponieważ prezydent Duda mnie najprawdopodobniej nie lubi. Być może dlatego, że przez ostatnie sześć lat bardzo go krytykowałem za łamanie konstytucji. A on nie lubi, jak się go krytykuje, przez co udowadnia, że nie ma w sobie energii prawdziwego, archetypicznego Króla.
Stało się jednak inaczej. Prezydent w lutym 2021 roku podpisał moją profesorską nominację, czym pokazał mi, że jestem człowiekiem małej wiary. Nie mam wprawdzie pewności, czy gdzieś tam nie skleiły się jakoś kartki albo czy prezydenta nie zmylił fakt, że na wniosku widniałem jako Marcin Stanisław Matczak, myślał więc może, że nadaje tytuł Stanisławowi, a nie Marcinowi. Mniejsza z tym. Mimo tego hojnego gestu prezydenta zdecydowałem się nie przychodzić na uroczystość w jego pałacu, nie przyjmować z jego rąk odpowiedniego dokumentu, nie ściskać jego dłoni i nie robić sobie pamiątkowego zdjęcia. Marzyłem o tej uroczystości i kiedyś robiłem nawet listę członków rodziny, których na nią zaproszę, ale uznałem, że zwyczajnie nie wypada – zostałoby to odebrane jako poparcie dla tego, co prezydent Duda zrobił polskiej konstytucji, a poważnie traktujący swój zawód prawnik nie może czegoś takiego popierać. I teraz nie wiem, czy prezydent nie cofnie tej nominacji. On przynajmniej zdaje się uważać, że może wszystko. Być może więc jestem profesorem Schrödingera – takim, o którym nie wiadomo, czy jest, czy go nie ma.
Drugim bohaterem tej książki jest mój Syn Michał, który jest raperem. I to dobrym – jego debiutancka płyta 100 dni do matury stała się najczęściej odtwarzanym albumem na platformie Spotify w 2020 roku. Nie wśród debiutów, nie wśród albumów hip-hopowych, nie wśród albumów polskich. Najczęściej w ogóle. Słuchano go w Polsce częściej niż albumu Thriller Michaela Jacksona, częściej niż albumów Queen, Eda Sheerana i Lady Gagi.
Aby dać wam jakieś wyobrażenie o skali wpływu Michała na młodych ludzi, podam kilka liczb. Łączny czas odtworzeń jego muzyki wyniósł w zeszłym roku dziewięć milionów godzin. Jak podaje Spotify, to tak, jakby ktoś zaczął go słuchać w roku 988 naszej ery i nigdy nie przestał. Wszystko to jednak blednie w obliczu faktu, że łączna liczba słuchaczy Michała w marcu 2021 roku była dziesięć razy wyższa niż liczba odsłuchań piosenek pani Maryli Rodowicz (milion do stu tysięcy). To dopiero robi wrażenie, co nie? Rozumiecie więc pewnie, dlaczego zdecydowałem się perfidnie wykorzystać jego popularność, żeby przez tę książkę podstępnie zindoktrynować młode i starsze polskie umysły w zakresie demokracji i praworządności.
Ponieważ ja jestem profesorem (chyba), a Michał raperem, ludzie różnego pokroju bardzo się tym ekscytują, że taka jest między nami różnica – ja profesor, on raper, ojoj, wojna pokoleń, bunt na statku i w ogóle szykuje się jakiś skandal. Jednym z powodów, dla których zdecydowałem się napisać tę książkę, jest chęć wyjaśnienia, że między muzykiem hip-hopowym a uczonym, który rzetelnie szuka prawdy, nie ma wielkiej różnicy, że – by tak rzec – niedaleko pada raper od profesora prawa.
Ta książka powstała, ponieważ pewne szacowne wydawnictwo zaproponowało, żebym napisał dzieło o tym, jak wychować dobrego obywatela. Byłoby ono zapewne znakomite, z jedną poważną wadą: nikt by go nie przeczytał, bo byłoby przeraźliwie nudne. Pomyślałem więc, że napiszę książkę o tym, jak wychować rapera. W tym zakresie mam chociaż pewne osobiste doświadczenie. Ostatecznie książka o tym, jak wychować rapera, jest o tym, jak wychować obywatela. Ma mieć dzikie serce i empatię, wrażliwość i siłę. Ma być odważny i mówić prawdę, nawet jeśli głos mu drży.
Główną tezą tej książki jest twierdzenie, że wychowujemy nasze dzieci głównie do posłuszeństwa, a zapominamy wychowywać je do buntu. Tymczasem porządny człowiek, a co za tym idzie – dobry obywatel, musi wykształcić w sobie zdolność do rebelii, jeśli okoliczności tego wymagają. Dlatego też poniżej opowiadam historię o chłopaku wychowywanym do posłuszeństwa, który potrafił się zbuntować. Na jego przykładzie chcę pokazać moralną doniosłość nieposłuszeństwa jako cechy obywatela – a więc każdego z nas, bo wszyscy żyjemy w społeczeństwie i żaden człowiek nie jest samoistną wyspą.
Jak pisze Susan Sontag, bunt wymaga moralnej odwagi i jest kluczowy dla utrzymania w sobie człowieczeństwa, a możemy się go nauczyć się z wielkich opowieści:
W centrum naszego życia moralnego i naszej wyobraźni moralnej znajdują się wielkie modele oporu: wielkie historie tych, którzy powiedzieli „nie”. Nie, nie będę służył.
Czasami jednak trudno jest nam się utożsamić z tymi wielkimi historiami: historią Martina L. Kinga, historią Rosy Parks, Nelsona Mandeli czy Gandhiego. Ich postaci wydają się zbyt wielkie, zbyt odległe, by się z nimi mierzyć. Dlatego serwuję wam tutaj małą historię buntu, lokalną i bliższą nam. Może w jakimś zakresie będzie ona dla was inspiracją.
Chcę od razu rozwiać jedną wątpliwość. W tej książce nie stawiam przed wami Michała jako wzoru cnót, w tym także cnót obywatelskich. Po pierwsze, bardzo daleko mu do wzoru czy ideału. Ma on, jak każdy z nas, ogrom wad, a nasza wspólna historia ma też ciemne strony. Nie piszę jednak o nich w tej książce, ponieważ książka, w przeciwieństwie do życia, może składać się tylko z rzeczy dobrych. Po drugie, nie wiem, dokąd zaprowadzi go życie. Wrażliwość, którą dał mu Bóg, jest i darem, i krzyżem. Może opadnie z sił – nie wyśmiewajcie mnie wtedy i nie mówcie, że ta książka nie miała sensu. Mój Syn może zostać, kim tylko chce, i choć mam najgłębszą nadzieję, że nie zostanie złym ani przegranym człowiekiem, wolność polega na tym, że to on może i musi swoją drogę wybrać. I w tę wolność wkalkulowany jest wybór zły. Jakkolwiek wybierze i kimkolwiek będzie, wiem jedno: mój Syn nigdy nie stanie się Faszystą, bo nie jest Potencjalnym Faszystą. Potencjalny Faszysta – negatywny bohater tej książki – to człowiek, który ma predyspozycje, aby sensem swojego życia uczynić nienawiść biorącą się albo z poczucia poniżenia, albo z bezkrytycznego przekonania, że ma rację. Chce on społeczeństwa bez wolności, bez buntu, bez spontaniczności, społeczeństwa, w którym kluczową wartością jest bycie takim samym jak inni. Mój Syn za bardzo kocha wolność i ma w sobie zbyt wielką potrzebę bycia innym. O tych wartościach jest ta książka.
Od razu także wyjaśnię jedną rzecz: to jest opowieść o relacji ojciec – syn i piszę tutaj o buncie chłopaka. Wynika to z prostego faktu: nie mam niestety córki, choć bardzo chciałbym ją mieć. Dlatego nie bardzo miałbym jak opowiadać o relacji ojciec – córka. Bez żadnego problemu jednak, jak sądzę, można to, co piszę, odnieść do wychowania dziewczynek. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy silnych, odważnych kobiet, które potrafią powiedzieć „nie” złu w swoim świecie prywatnym i w naszym świecie publicznym. Także dlatego, że dziewczynki jeszcze bardziej niż chłopcy są tradycyjnie wychowywane do posłuszeństwa, nie do buntu. A wiem, jak wartościowa jest kobieta, która ma w sobie dzikie serce buntowniczki, bo taka jest moja Żona. I życzę wam wszystkim takich córek jak ona.
Historia buntu, którą tu opowiadam, jest jak rosyjska matrioszka. Nieurodzonym w PRL-u wyjaśniam, że jest to taka drewniana lalka, w której znajduje się mniejsza drewniana lalka, w której znajdują się jeszcze mniejsze drewniane lalki. Jest to historia o opowiadaniu historii – tych opowiadanych przez Michała w jego utworach, tych opowiadanych przeze mnie o Michale i tych opowiadanych przez innych ludzi o potrzebie buntu, wartości spontaniczności, odwagi zmierzenia się ze złem tego świata, wysiłku nazwania i uporządkowania chaosu. Wszystkie te historie łączy przekonanie, że dobry obywatel musi być najpierw w pełni ukształtowanym człowiekiem, który jest w stanie pokonać bądź opanować swoje demony. Bo to, co w nas prywatne, decyduje o tym, jak wygląda nasze życie publiczne. Niedojrzały człowiek tworzy niedojrzałą wspólnotę, człowiek dojrzały tworzy dojrzałe społeczeństwo. A jednym z podstawowych elementów dojrzałości jest niezależność myślenia, której nie ma bez umiejętności głośnego powiedzenia „nie”.
Jeszcze słowo wyjaśnienia co do tytułu. Można go rozumieć na dwa sposoby. Pierwszy: jak wychować kogoś na rapera. Tego niestety nie wiem, to stało się samo i prawdę mówiąc, trochę nas z Żoną zaskoczyło. Drugi: jak wychować kogoś, kto już jest raperem. Odpowiedź brzmi: nie da się, bo taki ktoś z definicji nie poddaje się obróbce wychowawczym skrawaniem. Raper nie poddaje się wychowaniu, raper obserwuje. I jeśli coś uzna za warte naśladowania, naśladuje. Nigdy się jednak do tego nie przyznaje, bo to by groziło niemal psychologiczną kastracją. I być może nawet się tego naśladowania wstydzi. Dlatego tak naprawdę ta książka nie jest żadną receptą na wychowanie – jest raczej opowieścią o naszej wspólnej historii i o wartościach, które grają w tej historii ważną rolę.
Co do struktury tego dzieła: poszczególne jego rozdziały noszą tytuły utworów Michała z jego dwóch pierwszych płyt. Nie są to jednak oficjalne interpretacje tych utworów zatwierdzone przez rodzinę Matczaków. Chodzi głównie o clickbait. Nikt by pewnie nie chciał czytać o praworządności, a tak w poszukiwaniu ciekawostek biograficznych będzie musiał. Są to więc raczej moje przemyślenia wynikłe z kilkunastu miesięcy słuchania tych utworów w samochodzie, którym jeździłem po Warszawie, dom – praca – dom, słuchania ich w różnych wersjach, na różnych etapach ich powstawania, przeplatane znienacka wykładem.
Do każdego z tytułów rozdziałów (które są tytułami piosenek) dodałem jeden wers z danej piosenki, który uważam za udany. W Nobocotelu Michał śpiewa: „dwadzieścia cztery karaty ma każdy mój wers”. Oczywiście gówniarz przesadza. W jego twórczości znajdziecie takie perełki, jak: „chuj, dupa, cycki”, czy też: „A ty myślisz, że twa suka nie sra?”, które wprawdzie – jak wykażę poniżej – są o wiele głębsze, niż się wydaje na pierwszy rzut oka, ale złote raczej nie są. Te, które wybrałem jako tytuły każdego z rozdziałów, można jednak uznać za niezłe. Tak przynajmniej sądzę, choć jako kochający ojciec oczywiście nie jestem obiektywny.
I jeszcze podtytuł. Oczywiście, miał to być poradnik. Ale nie udawajcie, że wszyscy dokładnie wiecie, jak wychować syna. Zwłaszcza przy pierworodnym to jest zawsze jedna wielka improwizacja. A ja innego nie mam. Przychodzę więc do was bez rad. I przychodzę także w dużej mierze bezradny. Życie jest zbyt skomplikowane, żeby się wymądrzać. Nie wiem – może ta książka nadaje się do czytania we dwóch/dwoje, wiecie, ojciec z synem lub córką, pogawędki przy połowie i patroszeniu leszczy czy przy rozpalaniu ogniska krzemieniem. Może. Zdecydujcie sami.
Tak na poważnie – myślę, że dobrym pomysłem na lekturę tej książki jest współpraca międzypokoleniowa: dziecko czyta część o piosenkach Michała i tłumaczy ją rodzicom, rodzice czytają część wykładową i tłumaczą dziecku. Z radością czytałem wpisy w mediach społecznościowych pojawiające się po publikacji Patointeligencji i Patoreakcji, które dowodziły, że hip-hopowa piosenka może być impulsem do poważnej rozmowy ojca/matki z synem/córką. Każda rozmowa między pokoleniami, do której zainspiruje was ten tom, będzie z pewnością dobrym uczynkiem. I moim, i waszym.
Na koniec tego wprowadzenia słowo do Michała. Najpiękniejsze momenty bycia Twoim ojcem to te, kiedy na mój telefon przychodzi od Ciebie nowy link do Dropboxa, pod którym kryje się nowe, jeszcze ciepłe, nieobrobione nagranie. Jeszcze nic o nim nie wiadomo, jest czystą potencjalnością, ale już jest i zaraz opowie jakąś prawdę o świecie, i nic już nigdy nie będzie takie samo. To bardzo ekscytująca chwila.
Czasami wiem, że jesteś w studiu, spodziewam się więc, że wyślesz nowy utwór. Czasami jednak nie wiem i wtedy zaskoczenie jest szczególne. Zwłaszcza że nigdy nic o tym utworze nie piszesz – po prostu wysyłasz link, a ja z nazwy tego linku, spośród kresek, kropek i gwiazdek jakiegoś komputerowego kodu, muszę odszyfrować tytuł (spróbuj kiedyś odczytać z linku do Dropboxa tytuł Żółte flamastry i grube katechetki, cwaniaku). Wiem jednak, że kiedy sam te linki wysyłasz, niepytany, to wysyłasz rzecz bardzo dobrą, z której jesteś dumny. I zawsze masz rację.
Słuchanie tych „pilotów” jest niezwykłą przygodą. Mogę zobaczyć, jak Twoje utwory się rodzą, ewoluują, jak zmieniają swoją formę, jak z prostych robią się złożone (tak było na przykład ze Schodkami, które najbardziej podobały mi się w wersji pierwszej, choć po wielu miesiącach, kiedy ją porównałem z ostatnią, uznałem, że się jednak guzik znam) albo ze złożonych – proste (jak Aspartam). Dodatkowo na tych nieobrobionych, surowych nagraniach jest mnóstwo szczegółów, które dają mi wgląd w Twoją pracę: szumy, komentarze, pomyłki, przekleństwa, pogawędki z realizatorem.
Na jednym z takich nagrań do nowej płyty słychać, jak zamykasz drzwi kabiny, nakładasz słuchawki, rozgrzewasz głos i robisz wprawkę wejścia do pierwszego wersu. Coś Ci jednak nie pasuje, wypowiadasz więc do realizatora słowa, które wprawdzie się nagrywają, ale za chwilę znikną, zostaną wycięte w montażu, przepadną na zawsze. Ja jednak je słyszę, wyobrażam sobie, że mówisz je do mnie, dlatego mogę zachować je w sercu i pamięci:
„Głośniej, proszę, głos swój!”.
Proszę bardzo. Niech ta książka będzie Twoim boomerskim wzmacniaczem. Niech usłyszą Cię ci, którzy Cię jeszcze nie słyszeli.
Jak wychować rapera
Wychowujemy nasze dzieci do posłuszeństwa, a zapominamy wychowywać je do buntu. Tymczasem porządny człowiek, a co za tym idzie – dobry obywatel, musi wykształcić w sobie zdolność do rebelii, jeśli okoliczności tego wymagają.Dlatego też w książce tej opowiadam historię o chłopaku wychowywanym do posłuszeństwa, który potrafił się zbuntować. Chcę pokazać moralną doniosłość niepos...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book
e-book · audio