Na nic się zdały potężne mury, fosy i obronne wieże, jakimi Kachetyjczycy otaczali swoje miasta, osady i świątynie. Nieustanne napaści i grabieże, wyniszczające i pustoszące Kachetię, obracały ją za każdym razem w ruinę. W końcu doprowadziły tę krainę do takiego upadku, że miejscowi książęta pomyśleli o sprowadzeniu bitnych górali, którzy obdarowani ziemią, jako strażnicy doliny, broniliby jej przed kolejnymi najeźdźcami. Zwolnieni od wszelkich podatków i powinności spoczywających na pospolitych poddanych mieli stawiać się na każde wezwanie. Również wtedy, gdyby któremuś z gruzińskich królów przyszło do głowy wyruszyć na wyprawę wojenną w świat.
Nie trzeba było długo czekać, by do Kachetii z wysokogórskich wąwozów zaczęli ściągać przybysze. Nie jedynych Kistów skusiła obietnica dni spędzanych w dostatku i słońcu.