– No przecież mi powiedzieli, że ona nad panią stała z jakąś kartką! Ja wiem, nasze dzieci mają problemy, ale to nie znaczy, że mają się znęcać…
Ach, więc to wpadło w taką szufladę. Niezdolna do empatii dziewczynka tresuje nieswoją matkę, a ta nie wie, jak się zachować. Albo nie chce się zachować – i wychodzi z tego pokiereszowana.
Tu nie o to chodziło. Cały ten teatr nie był o braku uczucia, lecz o innym braku. Impuls zwędzenia planszy na tym właśnie braku wisi. Ukradła znak, którego mogła użyć, by znaleźć drogę do czyjegoś świata. By wyjść z klatki swojego ciała i pokazać go komuś, kto odczyta. Plansze z minami nie były dla niej uciążliwym zadaniem domowym, lecz kodem. Płakałam, gdy przyniosła mi łzę graficzną. A ja zobaczyłam w tym pocztówkę z wewnętrznego świata dziecka, które może i lepiej ode mnie wie, czym jest płacz. Wówczas doceniłam „symbole emocji”. I pozwoliłam jej trafić.