Jest jednak kolejna, jeszcze większa korzyść ze studiowania pseudonauki. Nawet gdy już zrozumiemy, w czym rzecz, i rozprawimy się na poziomie merytorycznym z płaską Ziemią, kreacjonizmem młodoziemskim i żyłami wodnymi, wciąż pozostaną pytania: skąd wzięły się te wszystkie „szalone” pomysły i dlaczego właściwie cieszą się tak wielką popularnością? Jak to możliwe, że w aptece można dziś kupić przepisane przez lekarza cukrowe granulki, które nasączono wodą pozostałą po płukaniu probówek zawierających rozdrobnione serce kaczki (a tym właśnie jest preparat homeopatyczny Oscillococcinum)? Dlaczego właściwie tysiące rodziców nie chcą szczepić swoich dzieci? Łatwo niestety spotkać się z uproszczonym, krzywdzącym skwitowaniem: „to idioci” albo „to oszuści”. Zwykle to nieprawda. Spędziłem wiele miesięcy, podchodząc do rozmaitych zagadnień pseudonaukowych i paramedycznych z powagą i zaangażowaniem, a do przedstawicieli tych nurtów z szacunkiem, na jaki każdy człowiek po prostu zasługuje. Nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać kogoś, kogo mógłbym szczerze określić jako „po prostu idiotę” ani prawdziwie cynicznego oszusta.